Życie toczy się, z dnia na dzień ... A ja czasami zatrzymuję się nad codziennością, by uszczknąć kawałek i napisać ... by nie zapomnieć.
Zakładki:
1% podatku
Gotowanie na ekranie
Kliknij i pomóż
Książki dla dzieci
Książki, książki, książki
Nasze przedszkola
Po pracy:
Poezja w sieci
Prace ręczne
Sklepiki z różnościami
Spotkania w sieci
Wydawnictwa
Z notatnika ...
Zarażona chustomanią?
Znajomi w pracy
Najbliższe Święta:

Wszystkie zdjęcia, filmy i teksty objęte są prawem autorskim. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody jest zabronione, co stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.
Korzystając z cudzych zdjęć, zazwyczaj znalezionych w internecie, zawsze zamieszczam informację o tym gdzie je znalazłam.
Lilypie First Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers Daisypath Anniversary tickers Lubię czytać

wtorek, 16 lutego 2010

Tylko chwilkę chcę zająć i wszem i wobec powiedzieć, że dzieciakom w przedszkolu czy pseudo-przedszkolu (jak u Marysi) niewiele potrzeba do szczęścia. I na urodziny nie musi się wcale pojawić tort, z dużą ilością ozdób i jeszcze do tego maslanym kremem czy bitą śmietaną w środu. Nie o nie ... Takiemu przedszolakowi do szczęścia wystarczy kolorowe ciasto piaskowe, polane czekoladą, na którym napisane jest imię dostojnego jubilata, jego wiek i jakieś tam dzieło artystyczne (u nas były to kwiatuszki). Radochy jest co niemiara. Najwazniejsze, żeby zdmuchnąc świeczki i pokroić takie ciacho, zanosić je każdemu koledze na talerzyku i potem pałaszować.

Byli tacy, co skusili się na drugi kawałek :)

Dla wszystkich ciekawych ... Nasze ciasto miało dwa kolory w środku, różowy i żółty. Nalewane było po dwie łyżki stołowe na środek formy, dzięki czemu wygladało jak tzw. zebra. A przepis ... hmmmmmm .... przepis jest TUTAJ. Smacznego dla wszystkich chetnych i odważnych.

Wbrew temu co napisałam w tytule, nie będzie o filmie, a jedynie o lodowym bałwanku, który zamieszkał pod babcinym balkonem :) I o tym jak powstał. Zachęcam Was do powoływania na świat własnych lodowych bałwanków, póki pogoda i temperatura sprzyja takim dziełom. Zapraszam.

1. Kupujemy baloniki w dowolnym sklepie, dowolnej sieci.

2. Nie pompujemy ich, wybieramy trzy, napełniamy wodą do różnej objetości i zawiązujemy.
Uwaga!!! Jest to dość trudne zadanie. W "Aniele Stróżu" przeczytałam: "Na kran naciągamy szyjkę balonu i nalewamy wodę. Przytrzymujemy balon, by nie spadł pod ciężarem wody." Ale to nie wystarczy. Szczególnie trudny moment to zdejmowanie końcówki vel szyjki napełnionego już balona z kranu. Można się przy tym nieźle zachlapać, a przy okazji zalać całą łazienkę. Proponuję zawiązać balon, zanim zdejmie się końcówkę z kranu, położyć go np. w misce, i dopiero wtedy delikatnie zdjąć końcówkę z kranu. (Nie jest to metoda sprawdzona, ja zalałam siebie, K. i łazienkę ;))

 3. Napełnione balony wynosimy na mróz i zostawiamy tam aż do całkowitego zamarznięcia. Uwaga!!! U nas po 12h na silnym mrozie, okazało się, że woda zamarzła tylko z wierzchu, a w środku była nadal płynna. Sprawdzilismy to, bo jedna kulka nam pękła i woda się wylała ze środka.

3. Jak już woda zamarznie, zdjąć balony z kulek. Beda łatwo schodzic, ponieważ na mrozie zmienia się ich struktura i pękają pod wpływem nawet malutkiej siły.

4. Ustawić kulki od najwiekszej do najmniejszej, jedna na drugiej. Można trochę wyrównać spód i górę, żeby lepiej przylegały do siebie, np. zeskrobując trochę lodu.

Miłej zabawy!

poniedziałek, 08 lutego 2010

Sala zabaw vel kulki, czyli imieninowo(08.09)-urodzinowy(19.01) prezent od chrzestnej. Tak się złożyło, że akurat tuż po urodzinach mogliśmy się wybrać, i wybraliśmy się. Było śmiesznie, zabwnie, ciekawie i przede wszystkim szalenie ... Marysia odkrywała coraz to nowe atrakcje, i z utęsknieniem spoglądała na trampolinę, która co chwilę była okupowana przez kogoś innego. Ale i ona swój czas tam spędziła ... Poniżej fotorelacja z tego szaleństwa. 

- wejście smoka

- za kratami

 

- gdzie diabeł nie może, tam Marysię pośle

 

- czołganie, wojskowa zaprawa

- i wałkowanie, przygotowanie do roli Pani Domu

- duzy i mały basen z kulkami

- up, up, up, do góry

- 2x a ku-ku

- Panienka z okienka

- przeczołgawszy się przez tunel

- na koniku

- i wreszcie, długo wyczekiwana - TRAMPOLINA

 

 

 

wtorek, 02 lutego 2010

3 urodzinki Marysi minęły pod hasłem "BB", czyli Balony i Bracia Koala.

Balony były wszędzie. Napompowaliśmy ich chyba z 50, mocą własnych płuc.  Napompowane i pozostawione sobie były swietnym polem dla wyobraźni. A wyobraźnia dzieciaków (nawet tych 10 czy 15 letnich) nie ma granic. A balonami można przecież: rzucać do góry, rzucać do siebie, bawić się w "głupiego jasia", ciskać w inne osoby, obrzucać wybraną przez nas osobę, łapać je, tańczyć z nimi, a nawet w chowanego się z nimi bawić :) MOzna wszystko, co tylko dusza zapragnie.  

A Bracia Koala (*przypis dolny), ulobiona dotychczas dobranocka Marysi, stała się tematem przewodnim w poszukiwaniach torta urodzinowego. Udało się pod samym nosem, czyli u Braci Stykowskich na Świetojańskiej. A oto efekt.

Dmuchanie świeczki, u taty na rękach ("Chcę jeszcze raz" i... "jeszcze raz").

A potem już pałaszownaie torta, a właściwie nie torta tylko Frania (Benia schowaliśmy szybciutko i już Marysi pomoglismy w jego zniszczeniu).

 I jeszcze z wyżyn tatowego barana spogladanie na wyjmowanie Frania i Benia z samolotu.

*dla nieuświadomionych tudzież poprostu nie znających bajki: Bracia Koala to angielski serial animowany dla dzieci, opowiadajcy o zwierzatkach australijskich. Franio i Benio (braciach koala) to dwaj bracia, którzy pomagają innym w trudnych chwilach ("Braci koala para, co nigdy nie nawala"). Ich przyjaciółmi są: Jaś (wombat), Mysia (mangusta), Grześ (żółw), Szymek (kolczatka), Zosia (kangurzyca), Ala (dziobak), Arek (krokodyl), mieszkająca na co dzień na biegunie południowym Pati (pingwin) i Lora (struś emu).

Wiem, wiem, nie było mnie długo, bardzo długo nawet ... przepraszam Was za to.

W ostatnim miesiącu działo się wiele, nawet bardzo wiele. Był Tristan (balet) z Krzyśkiem i Agą (a Mary została sama z dziadkami wieczorowa porą), Nabuuco (opera) z teściową, 3 urodziny Marysi dla rodzinki, urodzinowe "kulki", urodziny w przedszkolu, Bal przebierany Domowego Kościoła (a Marysia została u babci na noc sama), 40-ste urodzinki mojej siostry, Mini Bal przebierany u Marysi w przedszkolu, a w końcu był kurs NPR i teraz jestśmy u dziadków w Żyr. Było szukanie strojów, kombinowanie i wymyślanie, było szycie przebrania dla Marysi ... 

Wiele się działo i wiele pochłaniało moją uwagę. A i praca wymagała skupienia, przyspieszenia i poświęcenia. Bywało bowiem tak, że wracałam z pracy na 21 czy 22, a raz nawet na 2 w nocy. Wszystko po to by jak najszybciej skończyć publikację, zamknąć jeden materiał i zająć sie kolejnym.

W tym całym zabiegani znalazłam tylko chwilkę na to, by do Was zajrzeć, czasem coś napisac, pouśmiechać się do Waszych zdjęć i potęsknić ... potęsknić za spotkaniem. I to nie tylko za spotkaniem w sieci ...

Teraz już jestem i bedę powoli nadrabiac zaległości, pokazując Wam co sie u nas działo, jak to przebiegało, i co z tego wynikło :)