Życie toczy się, z dnia na dzień ... A ja czasami zatrzymuję się nad codziennością, by uszczknąć kawałek i napisać ... by nie zapomnieć.
Zakładki:
1% podatku
Gotowanie na ekranie
Kliknij i pomóż
Książki dla dzieci
Książki, książki, książki
Nasze przedszkola
Po pracy:
Poezja w sieci
Prace ręczne
Sklepiki z różnościami
Spotkania w sieci
Wydawnictwa
Z notatnika ...
Zarażona chustomanią?
Znajomi w pracy
Najbliższe Święta:

Wszystkie zdjęcia, filmy i teksty objęte są prawem autorskim. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody jest zabronione, co stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.
Korzystając z cudzych zdjęć, zazwyczaj znalezionych w internecie, zawsze zamieszczam informację o tym gdzie je znalazłam.
Lilypie First Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers Daisypath Anniversary tickers Lubię czytać

poniedziałek, 30 listopada 2009

Sobota minęła pod znakiem pieczenia ciast (poprzednie próby przedświąteczne opisane tutaj) i pod znakiem FRYZJERA.

Ciasta jak ciasta, upiekłyśmy:
- Sernik z kulkową niespodzianką (z jednej porcji sera wyszły nam dwie blachy a ciasta wystarczyło tylko na jedną i musiałyśmy dorabiac drugą porcję ciasta) - pychotka
- Sernik z wiśniami na kakaowym spodzie (modyfikacja dwóch przepisów)
- Piernik na piwie

Ale najważniejszy był ten FRYZJER. Dlaczego? Bo wszyscy troje śmy byli u fryzjera, choć każde u innego.

1. Ja - farbowanie. Farba Hi.Richesse L'oreal Prifessionnel. Miało być macchiato (4.15), a na odrostach wyszło coś jak mokka (6.45), reszta włosów niewiele sie różni od tego co było przed farbowaniem (czyli "Palona kawa" Joanny). Albo przez pomyłkę fryzjerki (nie sądzę), albo przez włosy (że na odrostach wzięło a na końcach niestety nie) - sama nie wiem. Nie jest źle, ale to nie to czego oczekiwałam - wolę ciemniejszy kolorem. No ale to dopiero moje drugie w zyciu farbowanie, więc doświadczenie się zdobywa :)  

2. K. - strzyżenie, efekt - zniewalający :)

3. Marysia - strzyżenie, wprawdzie przez babcie, ale i tak przeżycie wielkie a efekt fantastyczny. Przed strzyżeniem, już w "zakładzie", wielki entuzjazm.

i skupienie w trakcie :)

niedziela, 29 listopada 2009

Marysia znów chora. Tym razem już zupełnie nie wiadomo co jej jest. Jeden dzień gorączka, 2 dni stan podgorączkowy, 2 dni dobrze i znów 1 dzień gorączka ... W środę dostała swój pierwszy antybiotyk. Mamy nadzieję, że pomoże i to na dłużej.

Po pierwszej dawce antybiotyku (środa wieczór) Marysia spała jak suseł. Wprawdzie wypociła się nieźle, ale za to rankiem wstała radosna jak skowrone i ... nawet sama zrobiła siku na nocnik. Przyznaję się, zbudziła mnie nocnikowa muzyczka ;)

Ale ten kaszel - wzmógł się po drugiej dawce antybiotyku, więc do Zinnat'u dołączył Drossetux. Mimo syropu kaszel nadal jest.

Miejmy nadzieję, że to wszystko przejdzie i w końcu będzimey mogły wrócić - ja do pracy a Marysia do Stu Pociech. Czekamy tego z utęsknieniem, choć z radością spędzamy czas na wspólnym piernikowaniu, pieczeniu ciast, i zabawach twórczych.

Sami zobaczcie.

1. Czy 210 kart 2.5x2.5 cm da się włożyc do kubeczka?

Tak przygotowujemy "wodę" do spłukiwania "szamponu" po myciu głowy. Wszystko oczywiście na-niby. Ale jaki efekt - spływające po włosach kartoniki. Bilans: 5 minut przygotowywania"wody", 5 sekund radości z jej wylewania na głowę.

2. Ciastolinowe gotowanie

Po co wałkować ciastolinę (???) lepiej ją udeptać :)

3. Plastelinowo - sztućcowy jeżozwierz :)

piątek, 27 listopada 2009

Marysia zostaje w domu - to dla mnie wyzwanie, trzeba popracowac twórczo. Tym razem przedstawiam - TUTKOWE ZWIERZAKI.

Jak sama nazwa mówi powstały z rolek (TUTKI) po papierze toaletowym i kawałków sztywnego papieru kolorowego. Wszystko połączone taśmą dwustronną. Do tego szczypta wyobraźni i zwierzaki gotowe.

Zwierzaki można również wykorzystać jako pacynki - raczka Marysi swobodnie mieści się do środka.

KRÓLIK

ŚWINKA i PIESEK

MISIO i MYSZKA

KOTEK

Ojojoj, długo mnie tutaj nie było. Z jakichś przyczyn, nieznanych nikomu :) Chciałam pisać i czasu nie było, a jak czas był - pisać mi się nie chciało.

Wracam teraz, ale będzie nie po kolei.

Zacznę od piernikowania, które zaczęło się u nas w ostatnią niedzielę. Tak się złożyło, że mieliśmy co najmniej kilka przepisów na pierniczki i pierniki. Jednego roku zrobiłyśmy (ja z teściową) dwa przepisy, kolejnego znowu dwa. Ale oczywiście jak przychodził czas przedświateczny, nie byłyśmy w stanie powiedzieć, który przepis był najlepszy i zazwyczaj robiłyśmy albo z nowego przepisu albo losowo. W tym roku zapadła inna decyzja - wypróbujemy nasze piernikowe przepisy, będziemy je opisywać na żółtych post-it'kach, a na Świeta zrobimy te najlepsze :)

No i tak się zaczęło.

W niedzielę - 3 przepisy sprawdziłyśmy: pierniczki II, ciastka miodowe i piernik na miodzie z biblioteczki poradnika domowego "Wypieki i potrawy z miodem" / B.Pilarek. Wyniki wyszły zadziwiające i śmieszne. Śmieszne na 4 tygodnie przed Świętami, ale w same Święta mogłyby się okazać co najmniej smutne i dołujące.

1. Pierniczki II (przepis tutaj) - przeczytany przepis i pomyślałysmy: "Coś na kształt krajanki"

Zrobiłysmy i ...

Posklejały się, "rozlały" na blasze (prawdopodobnie ciasto za miękkie jednak było) i nie wyglądały zbyt efektownie. Ale za to smak ... ta miękkość, ten aromat. Były pyszne i szybko się skończyły :)

2. Ciastka miodowe

Po upieczeniu wyszły nam kamyczki. Dało się zjeść, ale jeszcze chwila w piecu i można by je układać jako kostke chodnikową, jak w jednym z odcinków "Sąsiadów" (patrz tutaj)

3. Piernik na miodzie (przepis tutaj) - wyszedł super i im dłużej leży tym lepszy. Niestety ciągle też zminiejsza sie jego ilość :)

Dzisiaj robiłyśmy kolejne dwa rodzaje pierniczków. Jedne (przepis tutaj) od razu upiekłyśmy a drugie (przepis tutaj) czekają do jutra (dojrzewają). Dzisiaj miałam też małą pomocnicę :)

No i z tej współpracy wyszły takie pierniczki:

Przepisy umieszczę na Wernerki od kuchni - zapraszam do próbowania i pierniczkowania.

00:23, ewerner
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 listopada 2009

Jak sama nazwa mówi - nowości, czyli nowe wpisy, o których jeszcze tutaj nie mówiłam:

1. Singer, czyli kolejne książki przeczytałam

2. Projekt nobliści - znalazłam w sieci taki projekt, polega on (w skrócie) na czytaniu książek noblistów i publikowaniu recenzji oraz dalszych planów. Zapraszam do przyłączenia się.

3. Lista noblistów, czyli nazwiska noblistów z kolejnych lat z zaznaczeniem co już udało mi się przeczytać. Niestety, jak się okazuje, niewiele tego jest (tzn. niewiele dotychczas przeczytałam).

Zapraszam.

Śmy byli ... W Teatrze Narodowym byliśmy, na przedstawieniu "O mniejszych braciszkach Św. Franciszka", z Marysią, czyli całą rodzinką. Przedstawienie gościnne - Opolski Teatr Lalki i Aktora im. A. Smolki, scena Studio. Nie było łatwo zdobyć bilety. Zadzwoniliśmy jak tylko się dowiedzieliśmy o tym przedstawieniu, ale wszystkie bilety były już wyprzedane. Pani w kasie coś napomknęła, że może uda im się namówić gości by zagrali jeszcze raz, o wcześniejszej godzinie, może 15 - 15.30. Uchwyciliśmy się tej informacji i nękaliśmy ich telefonami. Ale się udało. Zdobyliśmy bilety, dość dobre miejsca i byliśmy. 

I ... podobało się. Wprawdzie Marysia uparcie twierdzi,  że jej się nie podobało przedstawienie (na 100% wielu rzeczy z niego nie zrozumiała), a szczególnie panie. Powiedziała jednak, że podobały jej się osiołek i kaczki, czy wogóle zwierzaczki. Więc chyba się jednak podobało. było to jednak coś zupełnie nowego i wymaga ... hmmm ... przetrawienia. Z drugiej strony coś jednak z przedstawienia wyniosła (i nie było to krzesło ani żaden rekwizyt), i nie było to takie zupełnie wbrew niej, bo przez całe 55 mint siedziała wpatrzona, pochłonięta, prawie że z otwartymi ustami. A nawet w jednym momencie, jak Franciszek powiedział: "zobaczcie, jaki piękny jest świat, i te góry" - wskazując na koniec widowni - zaczeła się oglądać do tyłu i szukać tych pięknych gór, których niestety tam nie było ;) A po przedstawieniu podeszła do sceny i mogła pobawić się kukiełkami/lalkami. Bawiła się kretem, no i przede wszystkim głaskała osiołka - zachwyt :)

A przedstawienie - sami zobaczcie - zdjęcia ze strony Opolskiego Teatru Lalki i Aktora im. A. Smolki.

 

środa, 11 listopada 2009

Czy pamiętacie jeszcze ten wierszyk: "Kto Ty jesteś?" Władysława Bełzy?

- Kto ty jesteś?

- Polak mały.

- Jaki znak twój?

- Orzeł biały.

- Gdzie ty mieszkasz?

- Między swemi.

- W jakim kraju?

- W polskiej ziemi.

- Czym ta ziemia?

- Mą ojczyzną.

- Czym zdobyta?

- Krwią i blizną.

- Czy ją kochasz?

- Kocham szczerze.

- A w co wierzysz?

- W Polskę wierzę.

- Czym ty dla niej?

- Wdzięczne dziecię.

- Coś jej winien?

- Oddać życie.

Marysia uczyła sie go w przedszkolu. I robili patriotyczne dzieła.

Malowanie na kolanie - fotorelacja ;)

1. Przygotoni do malowania - farby i kubeczek na wodę.

2. Tata tez się przydaje - do pomocy ;)

3. Malować pędzelkiem - oto jest wyzwanie.

4. Dzieła niespełna trzyletniego malarza.

5. Paluszkami też można pomalować, szczególnie gdy tak mówią w książeczce.

6. Spracowana reka twórcy.

7. Taka praca wymaga jednak dużego skupienia (nawet bym nie pomyślała).

Niestety, kolejny tydzień Marysia spędziła w domu. Suchy kaszelek i mała gorączka są w standardzie chorób tej jesieni. Ale też kolejny tydzień choroby = kolejny tydzień zabawy w Domowym Przedszkolu.

Tym sposobem mamy Wam kilka rzeczy do pokazania.

1. Rybka-wyklejanka, ale nie taka zwykła sobie wyklejanka. Jako produkty do wyklejenia i udekorowania rybki przygotowałam przyprawy: paprykę - czerwona, pieprz czarny - szaro-czarny, pieprz biały - kremowo biały, kasza manna - kremowo biała, tymianek - zielony, kminek - brązowy i o specyficznym kształcie. Jedyną złą stroną tego przedsięwzięcia okazał sie klej, który niestety nie spełnił postawinych mu wymagań. Szcególnie po wyschnięciu przyprawy zaczęły odpadać i właściwie z całej wyklejanki niewiele zostało. Oto efekt, już troszkę zubożony w zioła i przyprawy ...

2. Sanki - pomysł dziadka :)

Wiele tutaj nie trzeba tłumaczyć. Dziadek zajmował się trochę Marysią i razem skonstruowali sanki. Takie co to mogą jeźdźić po mieszkaniu, nie rysuja podłogi, i jeszcze do tego nie potrzebują wcale śniegu. Sanki powstały z kanapowej poduszki i kawałka sznurka znalezionego w dziadkowej torbie. Efekt - świetna zabawa. Zresztą, sami oceńcie.

Jak jazda sankami, to trzeba się najpierw grubo ubrać, cos na głowę by się przydało, no i rekawiczki ;)

 3. Skakankowy pojazd - czyli ciąganie po podłodze - tym razem patent taty ;)

4. Karmienie ptaszków

W niedzielę, z małą rekonwalescentką wyjechaliśmy do Otwocka-Świdra. Jak powszechnie wiadomo tamtejsze suche powietrze, przesycone żywicznymi olejkami eterycznym, nie ma sobie równych w leczeniu schorzeń układu oddechowego. Skorzystaliśmy z tych dobrodziejstw, a również odwiedziliśmy ciocie tam mieszkającą. Już u niej (u cioci) przygotowałyśmy koraliki-karmidełka z orzeszków ziemnych i zawiesiłyśmy je dla ptaszków, które teraz, w okresie jesienno-zimowym, szczególnie potrzebują naszego wsparcia.

 
1 , 2