Życie toczy się, z dnia na dzień ... A ja czasami zatrzymuję się nad codziennością, by uszczknąć kawałek i napisać ... by nie zapomnieć.
Zakładki:
1% podatku
Gotowanie na ekranie
Kliknij i pomóż
Książki dla dzieci
Książki, książki, książki
Nasze przedszkola
Po pracy:
Poezja w sieci
Prace ręczne
Sklepiki z różnościami
Spotkania w sieci
Wydawnictwa
Z notatnika ...
Zarażona chustomanią?
Znajomi w pracy
Najbliższe Święta:

Wszystkie zdjęcia, filmy i teksty objęte są prawem autorskim. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody jest zabronione, co stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.
Korzystając z cudzych zdjęć, zazwyczaj znalezionych w internecie, zawsze zamieszczam informację o tym gdzie je znalazłam.
Lilypie First Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers Daisypath Anniversary tickers Lubię czytać

poniedziałek, 29 czerwca 2009

Ponieważ oststnimi czasy zaczęłam grac w kolejną gre internetową (z Travianem już skończyłam, bo pochłaniał za duzo naszego czasu), chcę ją Wam przedstawić. Gierka nazywa się Zielone Imperium, i polega głównie na sadzeniu warzywek i kwiatów.

Zielone Imperium ...
... jest zabawną symulacją ekonomiczną, w której wszystko odbywa się w mikrokosmosie ogrodu. Jako bezpłatna gra online działa całkowicie w twojej przeglądarce bez konieczności jej instalowania i pomocy dodatkowego oprogramowania!

Zlecając pracę skrzętnym krasnalom ogrodowym będziesz mógł stworzyć swój własny mały Rajski Orgód. Siać, sadzić, zbierać plony, handlować z innymi graczami, czy też ulepszać metody uprawy? Sałata, marchewka, truskawki, szpinak czy też cebula? Zależy od ciebie, które warzywa, kwiaty lub owoce chcesz uprawiać. Odwiedź przyjazne miasta Zieloną Dolinę i Działkowo, by handlować z innymi graczami, kupować nowe rośliny i ozdoby do twojego ogrodu, a także realizować zamówienia klientów. Pamiętaj też o tym, by zawsze być dobrym sąsiadem, w przeciwnym razie jakiś życzliwy działkowicz pewnego dnia wpuści ci do ogródka...kreta!

A teraz zapraszam do oglądania i oceniania mojego ogrodu (aby go ocenić musicie wejść w poniższy link)

Oceniaj Zielony Ogród Ewy - VERSJA

Najnowszy screenshot.

- po dorośnięciu roślinek

- i tuż po posadzeniu

I jeden starszy screenshot.

czwartek, 18 czerwca 2009

Wczoraj był ostatni dzień laby, a od dzisiaj już do pracy. Do tego w najbliższy weekend wyjeżdżam do Lwowa na konferencję. Chciałyśmy więc wycisnąć z tego ostatniego dnia wspólnej "wolności" jak najwięcej. Spędzic czas razem, pozwiedzać. Wybór padł na malutkie muzeum w Pałacu Kultury i Nauki, czyli Muzeum Ewolucji. Chciałam pokazac Marysi dinozaury, które ona nazywa smokami. Sama zresztą też tam nie byłam, więc i dla mnie była to atrakcja.

A ponieważ Marysia kocha smoki, i nawet z jednym śpi ...

Była to atrakcja nie lada.

Okazało się również, że w Muzeum ewolucji jest też wystawa Muzeum i Instytutu Zoologii PAN "Zabójcy bez winy", gdzie zaprezentowano pochodzące z różnych stron świata drapieżniki. Co tam zastałyśmy? Wypchane zwierzaki, ptaki, w tym sowy i kondora, drapieżne koty, psy (np. dingo), renifera, żółwie, ślady zwierząt do odgadniecia, ogromne sztuczne pająki, żywe rybki i pająk ptasznik. A do tego muzyka - dźwięki natury, szum deszczu, burza ... Jest co oglądać.

Po zwiedzaniu zaproszone byłyśmy do Restauracja Cafe Vogue (Złota 7/9) na urodzinowy obiadek naszej znajomej Zosi. Było pysznie i niedrogo. Lunch serwują tam od 15, a nam sie dostało pyszne penne z kurczakiem, kawusia w pięknych filiżankach i wielka szatrlotka z lodami.

Jedyną wadą lokalu jest to, że można tam palić. Mimo to polecamy tę restauracyjnkę.

Przy tym wszystkim, Marysia naprawdę dobrze się bawiła,

nawet słodziła nam kawy,

a jak wróciłyśmy do domku, padła ze zmęczenia.

Opera, opera, opera ...

Na stronie Opery Narodowej w Warszawie napisano o niej:

Opera ta jest muzyczną interpretacją znanego mitu o Orfeuszu, który udaje się na wyprawę do Hadesu, by odzyskać ukochaną Eurydykę. Starożytny mit o Orfeuszu i Eurydyce jest jedną z najpiękniejszych opowieści o miłości, nieśmiertelności sztuki i magicznym oddziaływaniu muzyki, uśmierzającej nawet „huczące fale oceanów”. W mitologii wyprawa Orfeusza do Hadesu nie została zakończona sukcesem. W operze ta opowieść ma inne zakończenie; autor libretta Raniero da Calzabigi zmienił tragiczny finał na szczęśliwy koniec. Orfeusz, pragnący – z rozpaczy po stracie żony – popełnić samobójstwo, zostaje uratowany przez Amora, który przywraca do życia także Eurydykę. W reżyserskim ujęciu Mariusza Trelińskiego starożytny mit staje się współczesną opowieścią o cierpieniu i samotności, o drodze przez piekło, które każdy z nas nosi w sobie. Reżyser powraca do mitologicznego pierwowzoru z tragicznym zakończeniem, ale dodaje mistyczne niedopowiedzenie... Inscenizacja została przygotowana w koprodukcji z Teatrem Narodowym w Bratysławie i tam też w grudniu 2008 roku odbyła się jej słowacka premiera.

Cóż mogę dodać? Naprawdę wspaniała opera Christopha W. Gluck. Muzyka, dźwięki, orkiestra, chór i soliści, do tego balet. Wszystko ładnie, płynnie połączone w jedną, przejmującą całość. Współczesna interpretacja, z zastosowaniem nowoczesnych środków przekazu, połączenie światła i dźwięku, do tego świetna gra aktorska. Czasem aż zapierające dech  w piersiach. Wzruszające sceny, szokujące sceny ... Wszystko  razem naprawdę godne obejrzenia, nawet dla wielbicieli opery klasycznej. POLECAM

Poniżej kilka zdjęć ze strony Opery Narodowej (Orfeusz i Eurydyka).

 

 

środa, 17 czerwca 2009

Właśnie, właśnie, dzisiejszy dzień, niby nic szczególnego, ale ... od rana lało, a my planowaliśmy, sugerując się wczorajszym słońcem, póść do ZOO. Jak się w końcu wybraliśmy na dwór była już 15 i nadal padało. Co było robić, w końcu Marysia miała obiecane zwierzątka. Jedną z możliwośc był poprostu jakiś sklep zoologiczny. Zanim jednak doszliśmy do pl.Bankowego rozpogodziło się na tyle, że mogliśmy zaryzykowac wyprawę do misiów. Nie poszliśmy jednak do ZOO, ale podglądaliśmy zwierzaki przez płotek.

Gdzie jest misio? Tam.

A teraz przyjrzyjmy się ...

kucykom i ...

osiołkom.

Patrz, a tam za drzewkiem schował się ...

jeszcze jeden osiołek.

Obejrzyjmy też ...

strusia!

A tam, tam są ...

zeberki.

Oczywiście Marysia musiała zaliczyć każdą dziurę.

Przez płotek podejrzeliśmy też jaki.

Na koniec koniki.

I ... papa zwierzaczki.

Po przejściu przez długi most (gdański), dotarliśmy do parku z Fortem Legionów. A tam ... ojeje, jaki wielki ten Fort.

Ponieważ w tym parku jest sporo schodów, więc Marysia ćwiczyła wchodzenie i schodzenie.

I jeszcze sesja z drzewem.

A wieczorem tata i Marysia poszli spać, a mama do opery, o czym nieco później.

Więcej zdjęć z naszej wyprawy znajdziecie na PicassaWeb.

Tagi: W-wa zoo
20:54, ewerner , ZOO
Link Komentarze (1) »

Poniedziałek po dłuuuuuuugim weekendzie spędziłyśmy na "lumpach".

Naszą wycieczkę zaczęłyśmy od księgarni Świata Książki na al.Slolidarności.
Uwielbiamy tę księgarenkę, bo i ładnie tam, i schludnie, a na dodatek zawsze coś sobie można wybrać. No i Marsyia też sobie coś niecoś wybierze ;) A poza tym można też się pobawić, obejrzeć książki, poczytać.

Tym razem wyszłyśmy z kolejnym tomem "Obcej" Diany Gabaldon, Kolorowym przedszkolem dla Marysi i kupką innych książek.

Kolejnym przystankiem był lunch u wegetarian, nasza ulubiona i nieodłączna kofta.

Wylądowałyśmy potem na kawusi w Bookhouse Cafe. Jest to kawiarnia przy Świętokrzysjkiej, w księgarni Dom Książki (dawna Naukowo-Techniczna). Kawiarenka miła i przytulna, z ogródkiem. My byłyśmy wewnątrz i odkryłyśmy kącik dla dzieci.

Jemy owsiane ciacho.

ZAMYŚLENIE

Zmiana miejsca.

Zabawa kartami.

SKUPIENIE

Na koniec jeszcze Empik, nasz cel numer 1, z karuzelą i ciuchciami, no i oczywiście książkami. Tym razem wypatrzyłyśmy wiele cudownych książek dla dzieci. Niektórym nie mogłyśmy się oprzeć. Skutek - ciężka torba z kupionymi książkami, mniej miejsca na półkach i ... Marysia śpiąca z nowo zkupionym "Mozartem". Będziemy konsekwentnie opowiadać o tych książeczkach.

Na karuzeli.

MAŁY CZYTELNIK

Zabawy w ciuchci.

Ponieważ w zeszłym roku zakochałam się w hostach (inaczej zwanych FUNKIA), nasz ogród na działeczce obfituje w te piękne roślinki, o cudownych różnokolorowych liściach. Liście, obok kwiatów, są ich wielką ozdobą, i cieszą wiosną, latem i jesienią.

Przedstawiam więc wszem i wobec nasze hosty.

1. Zounds

2. So sweet

3. Samurai

4. Patriot

5. Inniswood

6. Huspam blue

7. Great expectation

 

8. Grand Master

9. Golden tiara

10. Francee

11. Fire and Ice

12. Dream Queen

 

13. Frances Wiliam

14. Undulata Mediovariegata

15. Green Gold

16. ???

Długi weekend z Bożym Ciałem spędiliśmy na wsi pod Lublinem. Był to czas nie tylko odpoczynku i relaksu, ale też dobrej zabawy, dłubania w ziemi, czytania ... czas spędzony z rodzinką.

Marysia pomaga w pieleniu ...

i w ciasta pieczeniu.

Gimnastyka buzi i języka, czyli śpiewanie na bujawce.

Gimnastyka buzi i języka przed domkiem.

Piłkomania, czyli gooooooooooool.

wtorek, 16 czerwca 2009

Tak, tak ... po raz kolejny TAK.
Uwilbiam książki, czytać, oglądać, kupować, mieć.

Zawsze chciałam mieszkać w bibliotece, albo przynajmniej w niej nocować.

W związku z tym powstał nowy blog, o książkach - Wernerkowa książkomania

Co w nim będzie? O tym napisałam w pierwszej notatce:

Niektóre książki, które kupujemy okazują się naprawdę wartościowe, i samo juz patrzenie na nie wprowadza mnie w dobry nastrój.

Inne sa szczególnie ulubione przeze mnie, przez Krzyśka, przez Marysię.

Jeszcze inne, np. dzieciece, ale nie tylko, są naprawde godne polecenia.

Inne niestety nie są godne polecenia, a więcej szkoda na nie wydawać pieniędzy.

Są tez takie, które mimo, że kupiłam, przeczytałam raz i juz do nich nie wrócę.

Bedę tutaj o tym wszystkim pisać, opisywac, zachęcać albo zniechęcać.

Zapraszam do wspólnego czytania.

Szablonik od taisha - 080szablonik.blox.pl. Dziękuję.

poniedziałek, 08 czerwca 2009

Dopadły nas wirusy. Marysia kaszle i gorączkuje już 5 dzień.

Do tego szybko sie denerwuje, więc weekend był pod hasłem dwugodzinnych spazmów, krzyków, płaczu, szlochu, bicia siebie i innych, kładzenia na podłodze, ściągania ubrania, rzucania miśkami i książkami, itp.

Mam tego szczerze dość, ale rozumiem. Rozumiem, że jak Marysia jest śpiąca, i nie może usnąć, bo kaszle albo wymiotuje, to oczywiście jest bardziej drażliwa i podatna na spazmy. A jak tylko coś w takiej sytuacji nie pójdzie po jej mysli, to zrywa się tama i spada na nas lawina.

W weekend ze dwa razy (raz w sobote, raz w niedziele), podczas dwugodzinnego krzyku, typu "mama nie, tata nie", zastanawiałam się, kiedy do naszych drzwi zapuka sąsiad, albo, oby nie, policjant, z pytaniem: "Czemu Państwo biją to dziecko?" albo "Co Państwo temu dziecku robią?". Strasznie się tego bałam i co chwila wyczekiwałam dzwonka do drzwi. Na szczęście nic takiego nie nastąpiło. Ale ... jak długo sąsiedzi bedą znosic takie krzyki i walki? A jak długo my i nasze nerwy wytrzymamy.

A przecież ja nic akiego nie robię, naprawde chcę jak najlepiej. Chciałabym przytulić Marysię i powiedzieć: "Uspokuj się kochanie", ale zostaję odepchnięta. Wiem, trzeba przeczekać. Wiem, Marysia jest chora. Wiem, rozumiem, ale ... Ale czasem moje nerwy są już na wyczerpaniu.

Nie chce dawac klapsa, nie chcę bić, wiem, że nie jest to metoda wychowawcza, ani wogóle jakakolwiek metoda. I dlatego tego nie robię. Gdy moje nerwy sa bliskie puszczenia, wtedy mówie, Krzysiek weź ją, bo jej za chwilę doleję. I ... wystarczy moment, przechodzi mi. Tylko, jak długo wytrzymam?

A do tego jej wiruski przeszły na nas, i teraz nas również boli gardło i zaczynamy kasłać.

Mam nadzieję, że spazmy nie są objawem tej choroby, bo jak wszyscy troje zaczniemy krzyczeć, to będzie tragedia.

A póki co jestem dobrej myśli, i mam nadzieję, że jak Marysia wyzdrowieje, to i ta drażliwość jej przjdzie. Będzie mniej drażliwa i radosna jak zwykle. Będzie chetna do zabawy i usmiechnięta. Bedzie wyciągac rączki i sama się przytulać. Będzie chciała położyć sie w naszej sypialni i będzie oczekiwać głaskanek, przytulanek i masażyków.

Wiem, że nie zawsze tak będzie, i będą jeszcze bunty dwulatka, bunty trzylatka, bunty czterolatka, ..., bunty nastolatka. Ale może nie codziennie, nie z taka siłą. Może ...

niedziela, 07 czerwca 2009

Nie, nie, nie zmieniamy miejsca zamieszkania.

Ponieważ:
- na naszy blogu jest istny groch z kapustą i jeszcze tylko dziada i babki brak,
- jest tutaj wszystko co być powinno i czego nie powinno być,
- ja już zaczynam się w tym gubić ...
więc ... postanowiłam zrobić mały podział naszego bloga.

Od dzisiaj, kategoria "Od kuchni" zostaje zawieszona, a właściwie dostaje awans.
Przenoszę ją na nowy blog

Wernerki od kuchni

(wernerkiodkuchni.blox.pl/html)

"Zaglądamy przez dziurkę od klucza do mojej kuchni...
Co piekę, gotuję i co mi smakuje...
Jest zwykle też kawka i herbat bez liku w tym małym kramiku."

Zapraszam tam wszystkich, którzy chcą poznać tajniki mojej kuchni ... hihihi.
A poważnie, czasem uda mi się upichcić coś wyjątkowego, coś bardzo smacznego albo coś oryginalnego. Wtedy, to właśnie smaczne jedzonko, wraz ze zdjęciem i przepisem, lądować będzie na blogu "Wernerki od kuchni"

Szablon do nowego bloga (projekt33irytka), podobnie jak niniejszy (projekt56irytka), zanalazłam wśród propozycji IRYTKA.

Irytku Dziękuję.

 
1 , 2