Życie toczy się, z dnia na dzień ... A ja czasami zatrzymuję się nad codziennością, by uszczknąć kawałek i napisać ... by nie zapomnieć.
Zakładki:
1% podatku
Gotowanie na ekranie
Kliknij i pomóż
Książki dla dzieci
Książki, książki, książki
Nasze przedszkola
Po pracy:
Poezja w sieci
Prace ręczne
Sklepiki z różnościami
Spotkania w sieci
Wydawnictwa
Z notatnika ...
Zarażona chustomanią?
Znajomi w pracy
Najbliższe Święta:

Wszystkie zdjęcia, filmy i teksty objęte są prawem autorskim. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody jest zabronione, co stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.
Korzystając z cudzych zdjęć, zazwyczaj znalezionych w internecie, zawsze zamieszczam informację o tym gdzie je znalazłam.
Lilypie First Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers Daisypath Anniversary tickers Lubię czytać

wtorek, 25 sierpnia 2009

W tej uroczystej chwili,
gdy słowo tak oznacza
zwycięstwo miłości,
przyjmijcie życzenia szczere:
szczęścia, zdrowia, radości.
Niech uśmiech waszych dzieci
pochodnią wesela świeci.
Dobroć, mądrość
niech czynem kieruje,
a harmonii współżycia
nigdy nie brakuje.


Kartki ze stron: www.kartkireligijne.eu i www.ekartki.pl.

środa, 19 sierpnia 2009

Zostałam ustrzelona w Skansenie - Muzeum Wsi Lubelskiej. Tym razem przez teścia, Pentax'em :)

A więc: "Pojawiam się i znikam"

wtorek, 18 sierpnia 2009

znicz2 

 

Pożegnaliśmy dzisiaj mojego brata ciotecznego. Zmarł nagle, ukończywszy 40 lat. Zostawił żonę i córkę.

Do końca nie wiadomo jaka była przyczyna, kto zawinił, i ... czy w ogóle ktoś zawinił. Wszystko było w najlepszym porządku, zaczęło się układać i nagle - tragedia. Może ktoś pozazdrościł kasy, radości, tego, że było dobrze, a może nagle zapadł na zdrowiu. Tej odpowiedzi nie otrzymamy.

Pozostał ból, płaczące, szlochające serca, pustka w sercach najbliższych, i wiele znaków zapytania.

Dzisiaj możemy tylko powiedzieć: "Dobrze, że z nami byłeś. Brakuje nam Ciebie. Nikt nie zajmie Twego miejsca w naszych sercach, naszych wspomnieniach. Będziemy tęsknić i mamy nadzieję, że spotkamy się tam, gdzie już odszedłeś, u Pana."

Dzisiaj możemy tylko wspierać najbliższe mu kobiety.

znicz3

Przybądźcie z nieba na głos naszych modlitw,
mieszkańcy chwały wszyscy święci Boży;
Z obłoków jasnych zejdźcie aniołowie,
Z rzeszą zbawionych spieszcie na spotkanie.

Ref.  Anielski orszak niech twą duszę przyjmie,
Uniesie z ziemi ku wyżynom nieba,
A pieśń zbawionych niech ją zaprowadzi,
Aż przed oblicze Boga Najwyższego.

Niech cię przygarnie Chrystus uwielbiony,
On wezwał ciebie do królestwa światła.
Niech na spotkanie w progach Ojca domu
Po ciebie wyjdzie litościwa Matka.

Ref.  Anielski orszak niech twą duszę przyjmie,
Uniesie z ziemi ku wyżynom nieba,
A pieśń zbawionych niech ją zaprowadzi,
Aż przed oblicze Boga Najwyższego.

Promienny Chryste, Boski Zbawicielu,
jedyne światło, które nie zna zmierzchu,
bądź dla tej duszy wiecznym odpocznieniem,
pozwól oglądać chwały Twej majestat.

Ref.  Anielski orszak niech twą duszę przyjmie,
Uniesie z ziemi ku wyżynom nieba,
A pieśń zbawionych niech ją zaprowadzi,
Aż przed oblicze Boga Najwyższego.

g_znicz


Trudno znaleźć autorów tych zdjęć, znałam je w sieci. Prawdopodobnie: 2 - http://www.fidesart.pl/art.html.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

1. Mój Bóg jak drżący słowik w garści,
A nie ogarną Go wszechświaty.
Oddechem gasi gwiazdozbiory,
A drży w oddechu mym jak kwiaty.

Ref.: Mój Bóg wykuwa słowem wieki, 
A chwila rani Go jak mieczem.
Mój Bóg straszliwy i daleki,
A bliski jak płaczące dziecię.

2. Mój Bóg depczący z wzgardą trony,
A kłosem zstępujący z drogi.
Jak groźny sędzia przeraźliwy,
Jak żebrak smutny i ubogi.

Ref.: Mój Bóg wykuwa słowem wieki, 
A chwila rani Go jak mieczem.
Mój Bóg straszliwy i daleki,
A bliski jak płaczące dziecię.

3. Mój Bóg nade mną ciągle stoi,
Jak cień, jedyny mój towarzysz.
Za sobą czuję Jego kroki
I złotą glorię Jego twarzy.

Ref.: I oto teraz spoza pleców
Na dłonie moje wciąż spogląda,
I jak syn błaga mnie o serce,
I jak Pan serca mego żąda.

środa, 12 sierpnia 2009

Natchniona przez wpis dziwobaby z blogu Dziubelunio pt.: "A po cesarce piersią karmić nie będziesz..." napiszę trochę, znów (poprzedni wpis na ten temat: Piersią i niepiersią), o moich przygodach z karmieniem piersią.

Ja po cesarce karmić piersią, karmiłam - ale od początku było nam pod górkę.

Poród.

Zacznijmy od tego, że po 12h czy 16h porodu (= męczarni), kilku kroplówkach z oksytocyną, oraz przebiciu pęcherza płodowego, po którym zaczęłam tracić przytomność (spadek cukru we krwi), i kilku zanikach tętna maluszka usłyszałam od położnej:

- Pani nie wygląda na cierpiącą, damy więcej oksytocyny.

Wtedy miałam już serdecznie dość a łzy same płynęły z oczu. Zdecydowałam się na znieczulenie i wreszcie przyszedł sen. Na nieszczęście nie na tym boku co trzeba, i dzidziuś zaczął traci tętno, więc dość szybko trafiłam na salę operacyjną. Poród zakończył sie cesarką, w ponad 24h od rozpoczęcia indukcji. Dzidziuś był bardzo zmęczony, i ja również.

Sala pooperacyjna.

Pierwsze słowa które usłyszałam, jak poprosiłam o podanie Marysi do cycula, na sali pooperacyjnej:

- Ja mogę Pani ją podać, ale ona i tak nie będzie chciała ciągnąć, bo jest bardzo zmęczona i ma żółtaczkę. (..) To ja od razu pójdę przygotować butelkę.

Owszem dostałam małą, ale ... nikt mi jej nie pomógł przystawić. Za chwilę dostałam też pełną (~30 ml) butelkę mleka (maluszek w pierwszym dniu potrzebuje tylko małą łyżeczkę mleczka, czasem dwie), którą miałam podać małej - położna stała i czekała aż ją tym nakarmię. Dowiedziałam się przy okazji, że oczywiście mała dostała już wcześniej, zaraz po porodzie, kiedy mnie już uspano, glukozę, również przez butlę ze smokiem.
Mężowi nie wolno było wejść na salę pooperacyjną (był ukradkiem, przez 20 minut), normalnie przyszedł dopiero salę poporodową, ale to było już ponad 24h po porodzie.

Sala poporodowa.

Na sali poporodowej, jak to zwykle bywa w "nowoczesnych" szpitalach, czekał mnie rooming in, czyli sama musiałam się zająć maluszkiem. Marysia miała żółtaczkę, leżała na lampach, i była ogólnie mówiąc ospała, nie chciała ssać i nie budziła się na jedzenie. A ja ... przez dwa dni nie mogłam się doprosić doradcy laktacyjnego, choć były problemy z karmieniem, bo był weekend, a potem doardca był na urlopie. A kiedy poszłam szukać pomocy dowiedziałam się tylko, że:

- No przecież ma Pani pokarm (położna po silnym naciśnięciu na moje piersi)
- To jak ja ją mam przystawić?
- No jak to jak, normalnie, do cycka.
- Chciałabym, żeby mi ktoś przyszedł pomóc przystawić małą, bo chyba nie umiem sobie poradzić, i Marysia jest taka ospała i nie chce jeść, nie budzi się na jedzenie. CHyba nie umiem sobie z tym poradzić.
- Ma Pani tutaj ulotkę o karmieniu piersią, proszę ją przeczyta i stosować sie do niej.

No pięknie, zostałam z tym wszystkim sama. Następnego dnia okazało się, że Marysia spadła poniżej "urzędowych" 10%, co przy masie urodzeniowej 2800g było już niebezpieczne - DOKARMIANIE. I wreszcie pani doktor wymogła na położnych, żeby przyszła do mnie pomoc, w celu usprawnienia karmienia piersią. Słowa pielęgniarki:

- Jeszcze tak ospałego dziecka to nie widziałam.

W domu

Ze szpitala wyszliśmy z obowiązkiem dokarmiania. Po kilku dniach przyszła pielęgniarka środowiskowa i:

- Ale po co ją dokarmia, przecież dobrze rośnie (chyba), i widzę, że ciągnie z piersi.

Nawet nie przyjrzała się, czy to efektywne karmienie. Zrezygnowałam z dokarmiania, zgodnie z radą pielęgniarki.

Niestety mała nie przybywała.

Po kilku tygodniach, w poradni laktacyjnej okazało się, że karmienie nie było efektywne, ale wtedy już trzeba było dokarmiać Marysię, bo nie miałam wystarczającej ilości mleka, a odciąganie niewielkie rezultaty przynosiło. Zresztą niewiele nam ta poradnia pomogła, bo nie skorygowała sposobu ssania (płytkie ssanie, odruch wymiotny przy głębszym wsadzeniu piersi, czy nawet przy podaniu palca do ssania).

Za kolejny miesiąc czy półtora trafiliśmy do następnej poradni laktacyjnej, na Kasprzaka. Choć nam nie mogli już pomóc - "stare" dziecko, to z tej jednej poradni jesteśmy bardzo zadowoleni, i wiele się tam dowiedzieliśmy. Daradczyni rozsądnie podeszła do sprawy, powiedziała że teraz już nie skoryguje się złego ssania i może ono poprostu wygasać, lub możemy od nowa zacząć walkę odciąganie-podawanie odciągnietego mleka-dokarmianie-odciąganie. I że to byloby żmudne i męczace, a efekt mizerny.

W końcu sie poddaliśmy, a karmienie potrwało jeszcze około 2 miesięcy.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

W ostatnią środę miałam właśnie taki ciężki dzień. I to wcale nie dlatego, że w pracy było ciężko.

Mój małżonek połowę wakacji (ja byłam wtedy z Mary na wsi) spędził na lakierowaniu podłogi.

Teraz ja wróciłam do Warszawy, i maluje mieszkanko ... bez samochodu, bez doświadczenia. Dobrze, że chociaż pomoc mam i wizję, jak to ma wszystko wygladać. Przez 3 dni znosiłyśmy do domu wszystkie farby, jakie mają być zastosowane. A w nocy z wtorku na środę okazało się, że nowa farba odchodzi wraz ze starą z ściany i trzeba jeszce wszystko zagruntować. Niby nic, ale ... kolejne machanie pędzlem, i kolejne czekanie aż wyschnie. Miałam dość.

Wybrałam się więc do kina na "Harry Potter i Książę Półkrwi". Seans zaczał sie o 20.00 i skończył koło 23.00. Dzięki temu czekał mnie jeszcze nocny spacerek po Warszawie ;)

 

Wracając do Harrego. Wiem, zdaję sobie sprawę, że zdania na temat tej serii są co najmniej podzielone. Wielu naszych znajomych uważa, że książka/film o Harrym jest "be" (słabo powiedziane): że jest w niej wiele zła (owszem jest), i że nie wiadomo co jest złe a co dobre, że jest niechrześcijańska (Harry Potter - dobry czy zły? - książka rekomendowana przez Benedykta XVI), że zacheca do złego.

Tylko, co można powiedziec o książce/filmie nie czytając jej, nie oglądając go, nie chcac nawet na nią spojrzeć, bo jest zła? Rozumiem, można sie bać, że dziecko, szczególnie małe, czytając taką powieść, może nie zrozumieć wielu jej aspektów, wielu spraw. Dlatego, szczególnie dlatego, właśnie rodzice powinni przeczytać książkę, obejrzeć film, zastanowić sie nad nim, żeby móc potem swojemu dziecku wytłumaczyć czemu to i tamto uważamy za złe, a co jest dobre i piękne w tej powieści. Żeby wiedzieć na co zwrócić szczególną uwagę.

Ja widze wiele dobra i piękna. I choć czasy są mroczne (w świecie Harego oczywiście), tym bardziej widać te ideały o które warto walczyć, o które warto zabiegać, na których warto budować i inne wartości, które dla mnie sa ważne. Przyjaźń, miłość, zaufanie, współpraca, wsparcie, rodzina, nie pozostawianie przyjaciela w potrzebie, zdobywanie wiedzy, rywalizacja sportowa, czytanie książek ... i jeszcze wiele innych. To wsztsko jest w Harrym, łatwo to zobaczyć, jeśli się zechce. W moim domu są wszystkie tomy Harrego Pottera, i wszystkie już przeczytałam, zanim obejrzałam filmy. Nie uważam, że to jest złe. I jeśli Marysia zechce kiedyś je przeczytać, to po to właśnie są. Sam zresztą z checią do nich wracam.

A co do filmu, bo w końcu od tego zaczął się ten wpis. Ciekawy, dobrze zrobiony i ... mroczny. Bardzo różnił się od tego co sobie wyobraziłam czytając ten tom przygód Harrego. Niemniej cieszę sie, ze mogłam już go obejrzeć, że mogłam oderwać się od szarej codzienności. I ... skłonił mnie do przeczytania po raz kolejny ostatniego tomu - tranzakcja wiązana ;) Podsumowując polecam film wszystklim którzy przeczytali książkę :)

 



Zdjęcia zaczerpnięte z sieci

wtorek, 04 sierpnia 2009

Od jakiegoś czasu przypatruję się mamie, jak tutaj pisze o mnie różne rzeczy. Razem z mamą czytam też blog Lusi i Arturka (Domek przy Wichrowych Wzgórzach), na którym to oni sami, z pomocą mamy, opisują wydarzenia z kolejnych ciekawych dni. Postanowiłam i ja spróbować, a co mi tam ;)

Chciałam Wam powiedzieć, jakim to wspaniałym doświadczeniem może być kąpiel. Po pierwsze może odbywać się w różnych miejscach. Ja np. kąpałam się już w łazience, na dworze, na basenie, w misce i w baseniku. No i taka kąpiel może być różnokolorowa, wszystko zależy od inwencji twórczej rodziców. Można mieć też różne zabawki do kąpieli, bawić się piłkami albo po prostu chlapać. Zresztą zobaczcie sami.

Ja w zielonej kąpieli łazienkowej. Moim zabawkom tez podobała się zmiana koloru wody, hihi.


Zobaczcie jak się chlapię, a mama i tata nie mają nic przeciwko ...

Jeszcze mycie buzi, i już będę śliczna i czyściutka.

Ojej, ale zaparowałam w tej łazience, zaraz to będzie sauna ;)

A innym razem w niebieskiej łazienkowej kąpieli.

 

Najfajniesze jest to, jak widać nogi przez taką kolorową wodę.

 

A teraz basenikowe popisy. Najpierw z mamą. Wtedy woda była jeszcze strasznie zimna. Nawet usiąść się nie udało.

Potem już zawsze sprawdzałam temperaturę wody zanim do niej weszłam. Niestety czasem wpadają do mojego baseniku jakieś robale i muchy, które przed kąpielą musze włowić, np. babcinym sitkiem :)

A tutaj pokazuję jak się pływa na basenie i jak się chlapie  nogami.

No i bawię się moimi ulubionymi piłkami. Wciągam je głęboko pod wodę i potem puszczam, a one chlapią, że hoho. No, a najfajniej obserwuje się bąbelki uciekające z pękniętej piłki.

A na koniec, trochę wspomnień. Ja w kąpieli przed rokiem. Jeszcze w małym baseniku. Ale była radocha :)


No i na wielkim basenie. W tym roku też chodziłam, ale mama pływała z nami, więc nie miał nam kto zdjęć robić.


Podsumowując, te kąpiele to naprawdę fajna zabawa :)