Życie toczy się, z dnia na dzień ... A ja czasami zatrzymuję się nad codziennością, by uszczknąć kawałek i napisać ... by nie zapomnieć.
Zakładki:
1% podatku
Gotowanie na ekranie
Kliknij i pomóż
Książki dla dzieci
Książki, książki, książki
Nasze przedszkola
Po pracy:
Poezja w sieci
Prace ręczne
Sklepiki z różnościami
Spotkania w sieci
Wydawnictwa
Z notatnika ...
Zarażona chustomanią?
Znajomi w pracy
Najbliższe Święta:

Wszystkie zdjęcia, filmy i teksty objęte są prawem autorskim. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody jest zabronione, co stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.
Korzystając z cudzych zdjęć, zazwyczaj znalezionych w internecie, zawsze zamieszczam informację o tym gdzie je znalazłam.
Lilypie First Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers Daisypath Anniversary tickers Lubię czytać

piątek, 30 października 2009

Jakoś nie mogę się dziś skupić,
tysiące niedokończonych myśli kołacze się po głowie,
ani ich powiedziec, ani zapisać ...

Trudno coś nieuchwytnego zamknąć w słowa.

Skąd bierze się ten rodzaj rozproszenia,
ten typ zadumy i zamyślenia?

Urywki myśli, 
kawałki niewypowiedzianych zdań,
pomysły niedokończone,
nie do końca uformowane kształty,
pragnienia nie uświadomione,
niezrealizowane plany,
marzenia kołaczace się gdzieś pod powłoką świadomości ...

Nieuchwytne, niezapisanie, niedokończone, niewypowiedziane ...

środa, 28 października 2009

Marysia ma oparzoną rękę (o czy pisałam w Choróbska) i wyrosły jej na ręku trzy czy cztery bąble. Na początku były wielkie, napełnione jakimś płynem i przede wszystkim mocno napięte (skóra naciągnięta, bąbelek). Zaczęliśmy to smarować odkrytym przed wakacjami w Świdrze/Otwocku kremem/maścią. 

Efekt 1 - Marysia sama sobie smaruje poparzenie tą maścią, nawet upomina się, żeby to zroić. Wniosek - smarowanie przynosi wyraźną ulgę.

Efekt 2 - bąbelki się zmniejszyły, zmniejszyła się wyraźnie ilość płynu, skóra zaczyna wyglądać jakby przyschnięta. Wniosek - to działa.

I teraz będzie właśnie o tej maści.

HERBAMEDICUS - Maść z wyciągiem z arniki

Odkrycie. Wszystko zaczęło się od maści z wyciągiem z korzenia Diabelskiego Pazura, którą odkryliśmy w Sam'ie w Otwocku, odwiedzając ciocię. Maść okazała się rewelacyjna i bardzo pomogła cioci na bóle w nodze i ręku (po złamanym barku). Naszą maść aloesową i jej współtowarzyszy (bo jest kilka z tej serii) odnaleźliśmy w małym sklepiku ze zdrową żywnością w Chłmie. Tuż koło rynku, w bocznej uliczce. Nabyliśmy wszystkie "smaki", bo się do nas uśmiechnęły i żeby sprawdzić, czy są dobre albo równie dobre jak ta z Diabelskim Pasurem. :)

Po sprawdzeniu. Każdy z tych kremików jest naprawdę dobry i działa.  I każdy z nich polecam. To jest coś co warto mieć w domu w razie czego. Jedyna wada to duże opakowanie i nie zawsze aż takie wielkie jest potrzebne.

Polecam, naprawdę warto. Poniżej przedstawiam wszystkie maści z serii.

1. HERBAMEDICUS - Maść na bazie oliwy z oliwek

Zastosowanie:
Maść jest idealna do pielęgnacji skóry twarzy i ciała. Posiada bardzo przyjemną konsystencję lekkiego kremu oraz delikatny, świeży zapach. Oliwa jest bogatym źródłem kwasów oleinowego i linolowego oraz witaminy E. Olej z oliwek posiada znaczące właściwości regenerujące i jest efektywny w produktach regulujących nawilżenie i odbudowę struktury skóry. Olej z oliwek chroni skórę przed utratą wilgoci, działa łagodząco i kojąco.

2. HERBAMEDICUS - Maść z wyciągiem z aloesu

Zastosowanie:
Maść jest idealna do pielęgnacji skóry twarzy i ciała. Głęboko nawilża i odżywia. Chroni przed procesami starzenia się skóry oraz powstawaniem bruzd, zmarszczek i przebarwień. Dzięki zawartości aloesu maść łagodzi podrażnienia i regeneruje skórę.

3. HERBAMEDICUS - Maść z wyciągiem z arniki

Zastosowanie:
Substancje czynne zawarte w arnice pomagają zwalczać obrzęki i krwiaki po urazach i stłuczeniach. Przyspieszają wchłanianie, zmniejszają ból i wzmacniają ściany naczyń. Maść polecana także w przypadkach oparzeń i odmrożeń.

4. HERBAMEDICUS - Maść z wyciągiem z korzenia Diabelskiego Pazura

Diabelski Pazur to roślina pochodząca z Południowej Afryki, którą powszechnie stosuje się w leczeniu reumatyzmu. Ma działanie przeciwbólowe i przeciwzapalne. Poprawia krążenie, rozluźnia i regeneruje zmęczone mięśnie stawów i kręgosłupa. Dzięki swojej konsystencji dobrze się wchłania i pięknie pachnie.

 5. HERBAMEDICUS - Maść z wyciągiem z liści czerwonych winogron - Świetna na zbolałe nauczycielskie nogi !!!

Zastosowanie:
Maść przynosi ulgę zmęczonym nogom i stopom, działa odświeżająco i kojąco. Wzmacnia żyły i naczynia, zapobiega ich pękaniu, poprawiając krążenie i zmniejszając obrzęki. Nawilża skórę nóg i stóp. Ma działanie przeciwzapalne. Ujędrnia, wygładza i chroni przed nadmierną utratą wody. Ma piękny czerwony kolor i wspaniały zapach.

6. HERBAMEDICUS - Maść z wyciągiem z nagietka

Zastosowanie:
Do pielęgnacji suchej, wymagającej skóry. Szczególnie polecane na szorstką i pękającą skórę stóp, kolan i łokci. Wyciąg z nagietka bogaty jest w witaminę A, dlatego znajduje zastosowanie przy leczeniu stanów zapalnych i podrażnień. Ekstrakt z tego kwiatu pomaga również regenerować tkanki uszkodzone na wskutek nadmiernego opalania.

7. HERBAMEDICUS - Maść z wyciągniem z rokitnika na bazie naturalnych składników

Zastosowanie:
Maść zapewnia pełną pielęgnację dla każdego rodzaju zniszczonej skóry. Znajduje zastosowanie w leczeniu oparzeń, odmrożeń i odleżyn. Wspaniale nawilża i stymuluje do regeneracji komórki skóry, dzięki czemu staje się ona elastyczna, idealnie gładka i przyjemna w dotyku.


Skorzystałam ze zdjęć ze stronki Doliny Kremowej - sklepu z kosmetykami do pielęgnacji ciała. Było to pierwsza stronka, gdzie znalazłam ładne zdjęcia i opisy wszystkich maści, a na dodatek maści są po rozsądnych cenach :)

wtorek, 27 października 2009

Z pewnym opóźnieniem, ale postaram się napisać choć kilka słów o filmie, który obejrzeliśmy w ostatni piątek (23.10.2009). Z okazji imienin K. (notaabene - 23.07) Agnieszka zabrała nas do kina - dzieki Aguś, że i mi się skorzystało ;)

Zdecydowaliśmy się na film animowany, familijny, żeby się rozerwać, odpocząć, pośmiać może. I ... zaskok totalny. Bo Odlot nie jest zupełnie tym czego się spodziewaliśmy. A spodziewaliśmy się (po obejrzeniu kilku reklam i zwiastunów) komedii animowanej, czegoś w rodzaju, powiedzmy Shrek'a. Nie, nie ... Odlot nie jest nawet w połowie tak śmieszny jak Shrek. Choć śmieszny jest, nie da się ukryć. Niemniej jest też poważny, daje do myślenia, porusza ważne we współczesnym świecie tematy, jak np. sytuacja dziecka po rozwodzie rodziców, zrobienie wszystkiego aby osiągniąć cel, przywiązanie do ziemi, do swojego domu, dotrzymywanie i niedotrzymywanie obietnic ... W końcu zaś porusza serce. I ... muszę się przyznać ... wzrusza. Kilka łezek spłynęło na sam koniec filmu :)

Z mojego punktu widzenia film jest dobry, nawet bardzo dobry. Dla każdego, w każdym wieku. Można na niego pójść już z kilkulatkiem i swoje zyska. A dorosły - pewnie kolejne obejrzenie przyniosłoby kolejne przemyślenia i wnoski. Taki to film.

Polecam.


Plakat do filmu Odlot znalazłam na stronie FilmWeb. 

niedziela, 25 października 2009

Muszę powiedzieć, że choróbska, jak tylko się do nas przyczepią, to nie dają nam spokoju przez dłuższy czas. Dłuży nam się ten czas, dłuży jak nie wiem.

Tym razem najpierw zaczęło się od kasłania Marysi, i jej choroby, o czym pisałam w Wreszcie zasnęła. Na szczęście już jest dobrze i w czwartek, ku wielkiej radości Marysi, pani doktór pozwoliła jej póść w piątek do przedszkola.

Ja cały tydzień zmagałam się z grypą. Od zmęczenia i właściewie padania z nóg, przez kaszel, aż do kataru. Ale w piątek u mnie też było lepiej, więc pozwoliłam sobie na póście do kina (o czy będzie później ;)). Niestety, to chyba był błąd. Wczoraj od rana czułam się średnio, a raczej kiepsko czy źle. Ale to nie był powrót grypy, a przynajmniej nie w jej pierwszym wydaniu.

Sobota, wieczór. K. i ja czuliśmy się źle, bóle brzucha i głowy. Niby grypka, ale żołądkowa.

A dzisiaj, psikus naszej córki.

Ja robiłam kakao a Marysia siedziała na blacie. Kilka razy chciała dotknąć zimnego palnika, czy wręcz dotykała, przy czym była surowo upominana. No ale cóż, mama nie ma oczu dookoła głowy. Odwróciłam się, żeby nalać kakao do kubeczka i ... ryk. Mary dotknąła palnika, tym razem goracego. Natychmiastowa akcja,  ręka pod woda, potem pianka. Trochę zelżał ból, bo i płacz się zmniejszył. Zdecydowaliśmy się na opatrunek, który zrobiliśmy na siłę, bo ... "boli, mamo boli, nie ruszaj tego." ...

W końcu albo pogodziła się z bólem, albo pianka i opatrunek naprawdę pomógł, bo przestała płakać i jako tako egzystuje. Niestety to prawa ręka. :(

Ale nawet zacząła część rzeczy robić tą ręką z opatrunkiem, np. jeść.

A i poprawić opatrunek pozwoliła już bez krzyku i płaczu, a potem stwierdziła, że ... "mogę już ruszać palcami".

Nic, "DO WESELA SIĘ ZAGOI".

piątek, 23 października 2009

Drugi projekt Domowego Przedszkola to KASZTANOWE ZWIERZAKI.

Kasztany zbierałyśmy właściwie odkąd się pojawiły, w parku, w lesie, na podwórzu. Teraz, kiedy siedziałyśmy w domu, mogłyśmy się wykazać, zrealizować nasze fantazje. Oh, jakie to miłe przypomnieć sobie, jak to było te 20 lat temu, kiedy sama sobie takie zabawki robiłam. No i wogóle, odkrywanie po raz wtóry jak bardzo cieszą mnie i bawią takie manualne prace. W efekcie nasza kolekcja dzieł przedszkolnych powiększyła się o:

1. Jeżyki dwa, fari, fari, fara.

2. Konika co po łące bryka.

3. Dzeiwczynkę balbinkę, w mandarynkowej sukience i butach pod kolor.

4. Kasztanowego misia, co uchodzi za urwisa i do lali stroi minki, no i myśli ... ah, dziewczynki :)

Niestety, ostatni tydzień spędziłyśmy w domu - chore. Wyobraźnia mamy została pobudzona, i żeby się dziecko nie nudziło powstał projekt - Domowe Przedszkole.

Pierwsze nasze dzieło - KORALE.

Natchniona przez briar-ka z Z życia Mateusza, zaczęłam zbierać nakretki od butelek.

Korale powstały własnie z takich nakrętek, przeróżnych wielkości i kolorów. Miałyśmy ich już pół torby, więc we wtorek od rana robiłyśmy dziurki w każdej z nich. A potem nanizywałyśmy każdy koralik na niteczkę ... Czasem, już prawie gotowe korale, robiły psikusa i spadały z niteczki i zabawa zaczynała się od nowa. We środe udało nam się ukończyć dzieło. 

Marysia - skupienie i praca

 

Efekt - twórca i jego dzieło.

czwartek, 22 października 2009

Zadziwia mnie każdego dnia i na nowo. A że ostatni tydzień spędziłam z grypą w domku, a i Marysia nie chodziła do przedszkola, byłam zadziwiona stokroć więcej.

***

- Mamusiu, chodź ze mną spać (Marysia nie ma łóżeczka, tylko ostatnio śpi na materacu)

- Jak się posuniesz to przyjdę, bo nie będę spać na podłodze (ostatnią noc tak właśnie spędziłam, i potem nie mogłam się podnieść z powodu bólu kręgosłupa).

Za chwilę:

- Mamusiu, już się posunęłam.

***

Leżymy, ja i Marysia na materacu. Godzina 22.30. Ja odpadam totalnie. Marysia jeszcze najchętniej by się pobawiła. No ale trzeba iść spać. Mary nakryta swoją kołderką, ja odkryta.

- Tatusiu, chodź.

- To co, już nie chcesz żeby mamusia z tobą spała, tylko tata? - pytam, równocześnie myśląc juz z radością o własnym szerokim łóżku, o swoim materacu

- Tatusiu, chodź, przynieś mamusi kołderkę - słyszę w odpowiedzi.

***

Leżymy w dużym pokoju na kanapie. Marysia przytula się do mnie, ja oglądam Dr. House'a.

- Tata jest nie dobry, mamusia jest lepsza

- W czym, do czego - pytam.

- Do przytulania - pada odpowiedź (oczywiste, nie?) - no tata jest trochę dobry.

***

U babci na obiedzie. Tata dostał rosół, Marysia dostała rosół.

- Mamo ty masz brudny rosół!!! (No tak, miałam flaki ;))

***

Siedzimy przy stole, jemy. Marysia komentuje:

- Mam je, tata je, ciocia je, babcia - nie je. Wszyscy jedzą, nie bardzo wszyscy.

***

Usypiamy po raz kolejny, Marysia stwierdza że zostanie sama i uśnie beze mnie albo K.

- Dobrze Marysiu - mówię - to postaraj się sama usnąć, dasz radę.

- Tak, dam radę, idź mamo.

Za chwilę, leżę w moim ciepłym łóżeczku i słyszę:

- Mamo chodź, ja się postarałam, ale nie dałam rady sama.

***

Marysia ma ten nawyk, że próbuje na nas wymuszać różne rzeczy płaczem. Nie chce czegoś, to wyje. Zostawiam ja samą w jej pokoju do uspokojenia, i mówię, żeby mnie zawołała jak się uspokoi. Co chwilę potem pytam, czy mogę przyjść i ją przytulić.

No więc, dzisiaj rano - kłótnia o mycie rączek, bo Marysia nie chce i już. W końcu umycie rąk kończy się jej płaczem. Zostaje sama w pokoju, za chwilę słyszę:

- Mamusiu, mamo chodź. Ja się starałam uspokoić, ale nie daję rady :(

***

Marysia bawi sie w swoim pokoju z tatą. Za chwilę słyszę, troszkę uniesiony głos K.:

- Wyjmij te brudne ręce (po temperowaniu kredek) z buzi.

Marysia w płacz, i drep, drep do mnie do pokoju - wyższa instancja potrzebna ;)

***

I tak dalej, i tak w kółko, i tak od nowa.

Oczywiście wielu słów nie wypowiada poprawnie, albo trzeba się połowy domyślić z kontekstu. Ale ... całokształt jest piękny, i czasem aż serce ściska ;)

wtorek, 20 października 2009

W ostatni czwartek okazało się, że mogę pójść na koncert do Filharmonii Narodowej. Pierwszy raz w swoim życiu. Zdecydowałam się właściwie bez zastanowienia. Zastanowienie przyszło dopiero potem, bo decyzja podjeta była właściwie w ciemno (nie wiedziałam na co idę).

I musze przyznać - było świetnie.

Zagrała ORKIESTRA KAMERALNA POLSKIEGO RADIA - AMADEUS, z Agnieszką DUCZMAL (dyrygent). Już samo to oznacza wysoki poziom koncertu.

Na ten piatkowy wieczór przygotowali:

1. Concertino na orkiestrę smyczkową - Michał SPISAK

2. Symfonię koncertującą Es-dur KV 364 na skrzypce, altówkę i orkiestrę - Wolfgang Amadeus MOZART

3. Wariacje na temat Frescobaldiego - Aleksander TANSMAN

4. Suitę w dawnym stylu „Z czasów Holberga" op. 40 - Edvard GRIEG

Oczywiście, z nazwisk kompozytorów znałam tylko Mozarta. Pozostałe utwory były równie piękne. Dodatkowo, jako że Symfonia koncertująca jest napisana na skrzypce, altówkę i orkiestrę, grało jeszcze dwóch solistów:
- skrzypek: Roi SHILOAH
- altowiolista: Avri LEVITAN

Było pięnie, a w nagrodę dostaliśmy: bis od samych solistów, i TRZY!!! bisy od Orkiestry na koniec koncertu.

Lubię muzykę klasyczną w ogóle, dobrze mnie nastraja. Lubię jej słuchać nawet jak pracuję. Ale między słuchaniem jej w domu a w Filharmoniii na żywo, nie ma porównania.

W takiej żywej muzyce można sie zakochać, można sie rozsmakowac, mozna ją poczuć, dotknąć wszystkimi zmysłami. Można zachwycić się tym, jak artyści zakochani są w muzyce, jakie błogie są ich miny gdy słuchaja, gdy graja. Wraz z tym pierwszym koncertem w Filharmonii, na żywo, rozsmakowałam się w takiej muzyce i chcę jeszcze, chcę więcej.

A teraz jeszcze zdjęcia, z sieci:

- ORKIESTRA KAMERALNA POLSKIEGO RADIA - AMADEUS

- Roi SHILOAH

- Avri LEVITAN


Zdjęcia znalazłam odpowiednio na stronach: 
- Orkiestry Polskiego Radia Amadeus
- Kultur-Newsletter der Botschaft des Staates Israel
- Narodni Dom Maribor
- Avri Levitan webpage

piątek, 16 października 2009

Wreszcie zasnęła, Marysia oczywiście.

Chciała spać, ja też chciałam, i K. chciał żeby zasnęła. Ale co z tego ... Chcieć nie znaczy móc.

Dwie godziny kaszlu, dwie godziny płaczu, łez i pisku. Właściwie bez przerwy. Co ja biedna, matka, mogę zrobić? Jak pomóc swojemu dziecku?

Wlałam w nią wszystkie możliwe leki, bo to co normalnie bierze nie zadziałało (a bierze Zyrtec, Mucosolvan, Clemastinum, multiSanostol). No więc psikanie Tantum Verde pomogło na 5 minut, kolejne 5 zyskaliśmy po napiciu sie wody, potem 5 minut po Drosetux (syrop przeciw kaszlowi suchemu), i może ze 20 minut po wymiotach. W sumie - 35 minut. A reszta, kaszel, kaszel, kaszel ... W końcu, mimo braku gorączki dałam jej Ibufen, i chyba to pomogło, bo teraz poci się, ale śpi spokojnie.

I co o tym myśleć? Co dalej? Jak do tego wszystkiego przyłożyć wczorajszą diagnozę pediatry, że Mary jest zdrowa jak ryba, nic jej nie dolega, gardło i płuca ok? I żadnych nowych zaleceń, tylko brać dalej to samo co od półtora tygodnia.

Jak po raz kolejny pójdę do lekarza, to powiedzą, że wyszukuję jej choroby. Ale przecież Marysia naprawdę kaszle, męczy się i nic na to nie działa. Najgorzej jest oczywiście w nocy i po drzemce, ale w dzień też kaszle. Może nie ciągle, ale jednak.

Juz nie mam sił.

Załamka. Znużenie. Zmęczenie. Ból. Strach.

I ciągłe pytanie - co dalej?

 
1 , 2