Życie toczy się, z dnia na dzień ... A ja czasami zatrzymuję się nad codziennością, by uszczknąć kawałek i napisać ... by nie zapomnieć.
Zakładki:
1% podatku
Gotowanie na ekranie
Kliknij i pomóż
Książki dla dzieci
Książki, książki, książki
Nasze przedszkola
Po pracy:
Poezja w sieci
Prace ręczne
Sklepiki z różnościami
Spotkania w sieci
Wydawnictwa
Z notatnika ...
Zarażona chustomanią?
Znajomi w pracy
Najbliższe Święta:

Wszystkie zdjęcia, filmy i teksty objęte są prawem autorskim. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody jest zabronione, co stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.
Korzystając z cudzych zdjęć, zazwyczaj znalezionych w internecie, zawsze zamieszczam informację o tym gdzie je znalazłam.
Lilypie First Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers Daisypath Anniversary tickers Lubię czytać

niedziela, 31 października 2010

Ostatnia noc to były pobudki co 20-30 minut, płacz, że ucho boli, wymioty ... Nie wiem już ile takich nocy miałam w tym roku, ale mam dość. To 7 czy 8 zapalenie ucha od początku roku (styczeń 2010), z przerwą na okres niegrzewczy (czyli od 1 maja do 1 września). A już wydawało się, że jesteśmy na dobrej drodze do znalezienia chociaż zapobiegającego temu leczenia. Dwa tygodnie bez kataru, bez kaszlu, bez chrapania w nocy, za to ze sterydami donosowymi (Flixonase), środkiem antyhistaminowym (Zyrtec) i syropem rozrzedającym śluz zalegający na trzecim migdałku, w uszach i nosie (np. Mucosolvan). Przez prawie dwa tygodnie było idealnie. Dwa razy pominęliśmy Zyrtec, bo Mary padła wieczorem, przed lekami, pojawił się katar, a następnego dnia ból ucha. Masakra. Na szczęście szybka reakcja, podanie Ibufenu daje szybką poprawę. Jedna nocka i dzisiaj było już znacznie lepiej. Zmieniło to jednak nasze plany weekendowe i zamiast na cmentarze (gdzie wiatr i zimno) pojechaliśmy do ciepłej Ikei :)

A oto w zdjęciowym skrócie:

1. Jak się bawi w Czarodziejskim Lesie Småland?


2. Jak się porusza po Ikei?


3. Jak się śpi w Ikei?


A na koniec - Mary-Mafioso :)


środa, 27 października 2010

Pytanie z tych retorycznych, wydawać by się mogło. Rozpoczęłam poszukiwania:

- u siebie?

To byłoby zbyt oczywiste.

- u nas?

U nas nikt nawet nie sposobił się do wykorzystania łóżka w celach spalniczych.

- na kanapie?

Nie, kanapa też pusta - w końcu miejsce dla LENIA ;)

Marysię znalazłam śpiącą sobie spokojnie:

tutaj:

Czy ktoś już domyślił się co to za "budowla", cóż to za łoże?

NAMIOT prosze Państwa, NAMIOT. Nie da się teraz rozstawić namiotu przed domem, bo zimno. Zresztą u nas, w stolicy, to nawet w środku lata za bardzo przed blokiem się nie da namiotu postawić, bo możnaby się pod gołym niebem obudzić, w samych majtkach na dodatek. Zbudowaliśmy więc sobie w domu takiż namiot. Taki sam jak za "starych" dobrych czasów budowałam sobie w domu i na podwórku ja, z kocy (u nas śpiwór pełni tę zaszczytną rolę) i krzeseł. Niewielką nowością są poduchy, które z kanapy wyladowąły na podłodze, dając wielce miłe, mięciutkie i wygodne legowisko. No i nasz bujany fortel, który robi za wielkie krzesło. Jeszcze tylko ognisko rozpalić na środku w dużym pokoju i biwak gotowy.

Miłego dnia!

sobota, 23 października 2010

Tak się składa, jak już wielokrotnie tutaj mówiła, że kochamy książki. Wszyscy, wszystkie ... Marysia zaś z przedszkola wraca "głodna" => głodna książek: czytania, słuchania, oglądania, wożenia, noszenia, przekładania z miejsca w miejsce. W związku z tym wieczory spędzamy na ucztach, książkowych ucztach. A czasem uda nam się wyrwać na taką ucztę gdzieś - do pobliskiej biblioteki, do księgarni czy w końcu do Empiku. Ostatni nasz pobyt w bibliotece zaowocował wielką fascynacją Basią (Z. Staneckiej). Czytaliśmy już kilka Baś. Lektura zaś "Basia i Mama w pracy" zainspirowało moje dziecię do złożenia własnego komputera. Potrzebowała nieco mojej pomocy, ale dzięki temu ma u siebie swój własny sprzęt elektroniczny. Efekt piorunujący, zobaczcie sami:

A radość pracy na takim sprzęcie równie wielka:

Na koniec dodam jeszcze, że Marysia przynosi z przedszkola coraz bardziej "DOROSŁE" rysunki. Oto jedno z dzieł - Karuzela.

I od razu do głowy przychodza dwie piosenki - pamiętacie je?

1.

Hejże, dziewczęta ,dalej wszyscy wraz !
Karuzela czeka ,wzywa nas z daleka.
Starsze już poszły, młodsze jeszcze nie.
Hejże ha ! Hejże ha ! Śpieszcie się.
Hej, hopsasa, jak ona szybko mknie,
Hej, dalej, dalej do zabawy śpieszmy się !
Hej, śpieszmy się !

2.

Karuzela, karuzela
na Bielanach co niedziela,
Śmiechu beczka i wesela,
A muzyczka, muzyczka nam gra.

środa, 20 października 2010

Dziś wielki dzień ... Moja pierwsza wizyta u lekarza w IZZ, pierwsza kontrol :)
Na poczatku tego wszystkiego, czyli jak usłyszałam na czym ma polegać cała ta dieta i że powinna się zastanowić co chcę przez to osiągnąć, podjęłam dwa cele:

1. Pierwszy, szybszy, łatwiejszy, ale dający już dużą satysfakcję, i poznawlający wcisnąć się w jeansy z liecum :) Jesli go osiągnę będę czuć się dobrze: BYĆ DWUCYFROWA

2. Drugi, trudniejszy do osiągnięcia, długodystansowy, całkowity, końcowy. Osiągnięcie takiej wagi, aby mieć rozsądne BMI i nie narażać się na "choroby cywilizacyjne". Takiej by nie wstydzić się założyć mini :) Takiej by móc kupić sobie ubranie w pierwszym lepszym sklepie z ciuchami, albo je chociaż przymierzyć, a nie szukać zawsze rozmiarów XXL. To jest taka waga, której nie pamiętam - musiało być bardzo dawno temu, kiedy ją miałam. Kończyłam podstawówkę z 90'tką na karku :( Waga jak w celu nr. dwa była wczesniej. Aktulanie celem jest około 80kg, ale nie jest to ostateczne, bo po badaniu składu ciała będzie wiadomo ile mogę naprawdę osiągnąć - być może więcej, a może mniej.

Jak to wygląda teraz? Spójrzcie na suwaczki: 

LilySlim Weight loss tickers

LilySlim Weight loss tickers

Podsumowując:
Waga: 104kg
Straconych: 20.5 kg
Nowe BMI: 36.8 /było ponad 44/
Do celu nr.1. brakuje: 5kg
Jestem w połowie drogi do celu nr.2

I co o tym myślicie?

piątek, 08 października 2010

Niewiele trzeba mówić.
Ja zawsze myślałam, że na kosz na śmieci, ale u nas kosz się ledwo mieścił i było to niezbyt wygodne. W takim razie mieszkają tam warzywa (np.ziemniaki, cebula) i robot kuchenny.
Marysia wymyśliła zgoła inne zastosowanie dla tej szafki. Ciekawe czy jej (szafce oczywiście) się to spodobało.

Nie pamietam z czego wyniknęła ta rozmowa, niemniej rozmwaialiśmy z kolegą o dzieciach. O tym, że tutajsze dzieci /co jest zrozumiałe/ mówią po niemiecku, i jest to dla nich normalne. Wiem przecież o tym, ale i tak zawsze zaskakuje mnie fakt, że ja mam problem ze zrozumieniem najprostszych słów pani w sklepie, a taki maluch, może 3-4 letni nawija jak mała armatka. Wniosek kolegi był prosty:

Dzieci made in Germany mówią po niemiecku bez problemu i już.

Spowodowało to u mnie uśmieszek, i stwierdzenie, że urodzone i wychowane w Niemczech, obcujące na codzień z językiem - OK. Ale made in ... hmm.

No właśnie. "Made in" to często słodka tajemnica rodziców.

Marysia is made in Germany :) 

czwartek, 07 października 2010

Jestem w Hamburgu, na dworze ciepło, wiosennie wręcz, choć ostatnią noc padał deszcz. Deszcz tylko odświeżył noc i przyniósł orzeźwiający poranek. Nic z tego, i tak całe dnie spędzam w labie. Nie mam kiedy myśleć o pięknej pogodzie za oknem, nie mam kiedy myśleć o domu. A jednak, w tym zabieganiu, pomiędzy jednym ciśnieniem a drugim, między jedną temperaturą a dugą, między jedną próbką a kolejną, gdzieś w zakamarkach mózgu pojawia się tęsknota. Tęsknota za domem ... za K., za Marysią ... za tomami książek na półce ... za rzeczami ułożonymi na półkach w szafie a nie w walizce ... za wieloma szczgółami. Tęsknota za przyglądaniem się pomysłom Marysi, słuchaniem jej głosu ... Tęsknota ta nie ściska serca, tak żeby przelewać się przez oczy. Ta tęsknota nie ściska żołądka. Ta tęsknota poprostu jest, tuż obok, gdzieś z tyłu głowy, jest cały czas.

Tęsknota wezbrała, gdy poszłam do sklepu. Chwila oderwania od pracy, chwila niemyślenia, chwila ciszy i samotności. Wtedy pojawiły się całkiem inne myśli, myśli o przyszłości. Jak skończę doktorat i chciałabym zostać w fizyce, jako dr. już. Wtedy powinnam wyjechać na postdoc'a, na rok lub dwa, za granicę.Z rodziną oczywiście jest to możliwe, ale ... Czy ja jestem w stanie mieszkać za granicą dłużej niż kilka tygodni? Wtedy, kiedy pojawi się tęsknota za Domem, za Ojczyzną, za W-wą, za uliczkami Starego Miasta, za polskim jedzeniem, jeszcze nie tak zmodyfikowanym jak niemieckie, za rodziną, za przyjaciółmi, za znajomymi, za językiem polskim wciskającym się do głowy przy każdym wyjsciu na ulicę, płynącym z gośników na stacji, z radio, od przechodniów i współtoważyszy podróży... Czy jestem w stanie?

Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć, jednak boję się porażki, boję się ryzyka. MIeliśmy już w naszym życiu takie doświadczenie, pobytu za granicą, roku spędzonego w Niemczech. I choć był to czas dobry /ukończenia kursu na nauczycieli NPR, pojawienia się Marysi/, był to też czas bardzo trudny. Czy byłabym w stanie to powtórzyć?

Miało być o tęsknocie, a pojawiły się inne myśli, przemyślenia ... Któż by się spodziewał?