Życie toczy się, z dnia na dzień ... A ja czasami zatrzymuję się nad codziennością, by uszczknąć kawałek i napisać ... by nie zapomnieć.
Zakładki:
1% podatku
Gotowanie na ekranie
Kliknij i pomóż
Książki dla dzieci
Książki, książki, książki
Nasze przedszkola
Po pracy:
Poezja w sieci
Prace ręczne
Sklepiki z różnościami
Spotkania w sieci
Wydawnictwa
Z notatnika ...
Zarażona chustomanią?
Znajomi w pracy
Najbliższe Święta:

Wszystkie zdjęcia, filmy i teksty objęte są prawem autorskim. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody jest zabronione, co stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.
Korzystając z cudzych zdjęć, zazwyczaj znalezionych w internecie, zawsze zamieszczam informację o tym gdzie je znalazłam.
Lilypie First Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers Daisypath Anniversary tickers Lubię czytać

środa, 27 października 2010

Pytanie z tych retorycznych, wydawać by się mogło. Rozpoczęłam poszukiwania:

- u siebie?

To byłoby zbyt oczywiste.

- u nas?

U nas nikt nawet nie sposobił się do wykorzystania łóżka w celach spalniczych.

- na kanapie?

Nie, kanapa też pusta - w końcu miejsce dla LENIA ;)

Marysię znalazłam śpiącą sobie spokojnie:

tutaj:

Czy ktoś już domyślił się co to za "budowla", cóż to za łoże?

NAMIOT prosze Państwa, NAMIOT. Nie da się teraz rozstawić namiotu przed domem, bo zimno. Zresztą u nas, w stolicy, to nawet w środku lata za bardzo przed blokiem się nie da namiotu postawić, bo możnaby się pod gołym niebem obudzić, w samych majtkach na dodatek. Zbudowaliśmy więc sobie w domu takiż namiot. Taki sam jak za "starych" dobrych czasów budowałam sobie w domu i na podwórku ja, z kocy (u nas śpiwór pełni tę zaszczytną rolę) i krzeseł. Niewielką nowością są poduchy, które z kanapy wyladowąły na podłodze, dając wielce miłe, mięciutkie i wygodne legowisko. No i nasz bujany fortel, który robi za wielkie krzesło. Jeszcze tylko ognisko rozpalić na środku w dużym pokoju i biwak gotowy.

Miłego dnia!

sobota, 23 października 2010

Tak się składa, jak już wielokrotnie tutaj mówiła, że kochamy książki. Wszyscy, wszystkie ... Marysia zaś z przedszkola wraca "głodna" => głodna książek: czytania, słuchania, oglądania, wożenia, noszenia, przekładania z miejsca w miejsce. W związku z tym wieczory spędzamy na ucztach, książkowych ucztach. A czasem uda nam się wyrwać na taką ucztę gdzieś - do pobliskiej biblioteki, do księgarni czy w końcu do Empiku. Ostatni nasz pobyt w bibliotece zaowocował wielką fascynacją Basią (Z. Staneckiej). Czytaliśmy już kilka Baś. Lektura zaś "Basia i Mama w pracy" zainspirowało moje dziecię do złożenia własnego komputera. Potrzebowała nieco mojej pomocy, ale dzięki temu ma u siebie swój własny sprzęt elektroniczny. Efekt piorunujący, zobaczcie sami:

A radość pracy na takim sprzęcie równie wielka:

Na koniec dodam jeszcze, że Marysia przynosi z przedszkola coraz bardziej "DOROSŁE" rysunki. Oto jedno z dzieł - Karuzela.

I od razu do głowy przychodza dwie piosenki - pamiętacie je?

1.

Hejże, dziewczęta ,dalej wszyscy wraz !
Karuzela czeka ,wzywa nas z daleka.
Starsze już poszły, młodsze jeszcze nie.
Hejże ha ! Hejże ha ! Śpieszcie się.
Hej, hopsasa, jak ona szybko mknie,
Hej, dalej, dalej do zabawy śpieszmy się !
Hej, śpieszmy się !

2.

Karuzela, karuzela
na Bielanach co niedziela,
Śmiechu beczka i wesela,
A muzyczka, muzyczka nam gra.

środa, 20 października 2010

Dziś wielki dzień ... Moja pierwsza wizyta u lekarza w IZZ, pierwsza kontrol :)
Na poczatku tego wszystkiego, czyli jak usłyszałam na czym ma polegać cała ta dieta i że powinna się zastanowić co chcę przez to osiągnąć, podjęłam dwa cele:

1. Pierwszy, szybszy, łatwiejszy, ale dający już dużą satysfakcję, i poznawlający wcisnąć się w jeansy z liecum :) Jesli go osiągnę będę czuć się dobrze: BYĆ DWUCYFROWA

2. Drugi, trudniejszy do osiągnięcia, długodystansowy, całkowity, końcowy. Osiągnięcie takiej wagi, aby mieć rozsądne BMI i nie narażać się na "choroby cywilizacyjne". Takiej by nie wstydzić się założyć mini :) Takiej by móc kupić sobie ubranie w pierwszym lepszym sklepie z ciuchami, albo je chociaż przymierzyć, a nie szukać zawsze rozmiarów XXL. To jest taka waga, której nie pamiętam - musiało być bardzo dawno temu, kiedy ją miałam. Kończyłam podstawówkę z 90'tką na karku :( Waga jak w celu nr. dwa była wczesniej. Aktulanie celem jest około 80kg, ale nie jest to ostateczne, bo po badaniu składu ciała będzie wiadomo ile mogę naprawdę osiągnąć - być może więcej, a może mniej.

Jak to wygląda teraz? Spójrzcie na suwaczki: 

LilySlim Weight loss tickers

LilySlim Weight loss tickers

Podsumowując:
Waga: 104kg
Straconych: 20.5 kg
Nowe BMI: 36.8 /było ponad 44/
Do celu nr.1. brakuje: 5kg
Jestem w połowie drogi do celu nr.2

I co o tym myślicie?

piątek, 08 października 2010

Niewiele trzeba mówić.
Ja zawsze myślałam, że na kosz na śmieci, ale u nas kosz się ledwo mieścił i było to niezbyt wygodne. W takim razie mieszkają tam warzywa (np.ziemniaki, cebula) i robot kuchenny.
Marysia wymyśliła zgoła inne zastosowanie dla tej szafki. Ciekawe czy jej (szafce oczywiście) się to spodobało.

Nie pamietam z czego wyniknęła ta rozmowa, niemniej rozmwaialiśmy z kolegą o dzieciach. O tym, że tutajsze dzieci /co jest zrozumiałe/ mówią po niemiecku, i jest to dla nich normalne. Wiem przecież o tym, ale i tak zawsze zaskakuje mnie fakt, że ja mam problem ze zrozumieniem najprostszych słów pani w sklepie, a taki maluch, może 3-4 letni nawija jak mała armatka. Wniosek kolegi był prosty:

Dzieci made in Germany mówią po niemiecku bez problemu i już.

Spowodowało to u mnie uśmieszek, i stwierdzenie, że urodzone i wychowane w Niemczech, obcujące na codzień z językiem - OK. Ale made in ... hmm.

No właśnie. "Made in" to często słodka tajemnica rodziców.

Marysia is made in Germany :) 

czwartek, 07 października 2010

Jestem w Hamburgu, na dworze ciepło, wiosennie wręcz, choć ostatnią noc padał deszcz. Deszcz tylko odświeżył noc i przyniósł orzeźwiający poranek. Nic z tego, i tak całe dnie spędzam w labie. Nie mam kiedy myśleć o pięknej pogodzie za oknem, nie mam kiedy myśleć o domu. A jednak, w tym zabieganiu, pomiędzy jednym ciśnieniem a drugim, między jedną temperaturą a dugą, między jedną próbką a kolejną, gdzieś w zakamarkach mózgu pojawia się tęsknota. Tęsknota za domem ... za K., za Marysią ... za tomami książek na półce ... za rzeczami ułożonymi na półkach w szafie a nie w walizce ... za wieloma szczgółami. Tęsknota za przyglądaniem się pomysłom Marysi, słuchaniem jej głosu ... Tęsknota ta nie ściska serca, tak żeby przelewać się przez oczy. Ta tęsknota nie ściska żołądka. Ta tęsknota poprostu jest, tuż obok, gdzieś z tyłu głowy, jest cały czas.

Tęsknota wezbrała, gdy poszłam do sklepu. Chwila oderwania od pracy, chwila niemyślenia, chwila ciszy i samotności. Wtedy pojawiły się całkiem inne myśli, myśli o przyszłości. Jak skończę doktorat i chciałabym zostać w fizyce, jako dr. już. Wtedy powinnam wyjechać na postdoc'a, na rok lub dwa, za granicę.Z rodziną oczywiście jest to możliwe, ale ... Czy ja jestem w stanie mieszkać za granicą dłużej niż kilka tygodni? Wtedy, kiedy pojawi się tęsknota za Domem, za Ojczyzną, za W-wą, za uliczkami Starego Miasta, za polskim jedzeniem, jeszcze nie tak zmodyfikowanym jak niemieckie, za rodziną, za przyjaciółmi, za znajomymi, za językiem polskim wciskającym się do głowy przy każdym wyjsciu na ulicę, płynącym z gośników na stacji, z radio, od przechodniów i współtoważyszy podróży... Czy jestem w stanie?

Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć, jednak boję się porażki, boję się ryzyka. MIeliśmy już w naszym życiu takie doświadczenie, pobytu za granicą, roku spędzonego w Niemczech. I choć był to czas dobry /ukończenia kursu na nauczycieli NPR, pojawienia się Marysi/, był to też czas bardzo trudny. Czy byłabym w stanie to powtórzyć?

Miało być o tęsknocie, a pojawiły się inne myśli, przemyślenia ... Któż by się spodziewał?  

środa, 29 września 2010

czyli co znów wymyśliła mama, albo co Marysia robiła w wakacje.

Tę  ksiazkę, o której będzie mowa kupilam dla mojego wówczas 2-latka. W końcu na okładce jest napisane - 2 i 1/2 roku.

Tak się złożyło, że Marysia nie wykazywała w poprzednie wakacje zainteresowania malowaniem, albo robiła to niedbale i nie mogła się dłużej skupić. Zostawiłam więc książeczkę, na lepsze czasy.

I ... doczekała się. W minione wakacje, chociaż Marysia była już dużym 3 i 1/2 - latkiem, książeczka wróciła do łask. Co więcej, stała się miejscem pracy twórczej, wspólnej zabawy, odkrywania ciekawych pomysłów na prace plastyczne i sposobem spędzenia wolnego czasu, który bawił i mnie i Marysię.

Powstały więc prace, różnymi metodami plastycznymi. I ... nie wyczerpało to wszystkich możliwości książeczki :) Zostało jeszcze kilkanaście rysunków do zrobienia - na długie jesienne wieczory :)

Polecam dla rodziców, którzy mają ochotę pobawić się razem z dziećmi.

 1. Pokoloruj obrazek kredkami. Dokończ kolorowanie obrazka. -> U nas flamastrami akurat :)

2. Ozdób samolot kolorowym papierem albo pokoloruj. -> U nas wyklejałysmy kolorowym papierem.

3. Pokolorój wózek kredkami na różowo.

4. Pokoloruj obrazek, używając gąbki namoczonej w farbie.

5. Pokoloruj obrazek flamastrami.

6. Wyklej obrazek kawałkami niebieskiej bibuły. -> U nas jednym kawałkiem.

7. Ozdób liść kawałkami żółtych tkanin. -> U nas także kulki z bibuły. Tkaniny w jesiennych kolorach, nie tylko żółte, ale takie jakie znalazłyśmy.

8. Posmaruj obrazek klejem i posyp siemieniem lnianym.

9. Pokoloruj obrazek świecowymi kredkami.

10. Pokoloruj czerwoną kredką strój św. Mikołaja. Ozdób worek św. Mikołaja w dowolny sposób. -> U nas czerwoną kredką świecową pomalowany mikołaj, a farbami (pędzelkiem) worek.

Telewizor.

Tak sie składa, że u nas w domu, chociaż telewizor jest, to słuzy raczej jako mebel do zbierania kurzu niż jako "okno na świat". Jesli już cos oglądamy, to raczej filmy (ostatnio Avatara ogladałam ze 4 razy) lub seriale (np. dr.House, JAG, SG-1 czy Kości), i raczej na kompie z płytki niż w telewizji. Marysia też jest przyzwyczajona, że raczej ogląda bajeczkę na kompie, tą która sobie wybierze.
W związku z tym ostatnio zaobserwowałam dwie rzeczy:

1. Jesteśmy u babci. Około 18.30. Babcia, która nie posiada kompa, a za to posiada i używa telewizora mówi Marysi, że własnie są bajeczki na Pulsie i może je pooglądać. Marysia posłusznie siada przed telewizorem i ogląda bajkę. Jedna, drugą. Tak się składa, że puszczają Baranka Shoun'a. Odcinek się kończy a Marysia: "Puść mi babciu to jeszcze raz".

Dziecko powtórek :)

2. Babci popsuła sie antena (telewizyjna), więc kupili nową. Babcia przegląda programy. TVP1-jest, TVP2 - jest, TVPinfo - jest, Polsat - jest, 4 - nie ma. Każe dziadkowi iść, żeby pokręcił trochę anteną, to pewnie będzie lepiej odbierac, a może i ta 4 czy Puls się znajda. Niestety, babcia krzyczy w stronę strychu, dziadek krzyczy ze strychu, nie mogą się dogadać. Babcia coraz bardziej zdenerwowana, bo poprawy brak. Babcia do siebie: "No i co z tym zrobic?" Marysia na to: "poprostu to wyłącz"

Dziecko bez telewizora :)

sobota, 25 września 2010

Jeszcze chwilę zajmę Wam poruszonym już wcześniej tematem - czyli książkami dla dzieci.

Serię książeczek, kryjąca się pod hasłem "Zakątek dumania Kubusia Puchatka" odkrylismy w tegoroczne wakacje, w wiejskiej, wydawać by się mogło "słabo zaopatrzonej", bibliotece. Uznaliśmy bowiem, że wakacje na wsi nie muszą oznaczać wakacji bez książek i ... poniedziałkową tradycją stało się dla nas odwiedzanie gminnej biblioteki. Wypożyczalismy głównie książki dla Marysi, bo sami zaopatrzyliśmy się w najnowsze nowości lub starsze zaległości, których i tak nie daliśmy rady przeczytać w tak krótkim czasie dwutygodniowego urlopu, który przypadał na każde z nas. Ale Marysia, to co innego. Ona miała aż cztery tygodnie :)

Ale, wracając do wątku. Seria odkryta w biliotece zrobiła furorę i co więcej zachwyciła nie tylko Marysię, ale również mnie - naukowaca przecież. A książeczki opowiadają o różnych zjawiskach, nie tylko fizycznych :) Więcej szczegółów znajdziecie na Wernerkowej książkomanii we wpisie Zakątek dumania Kubusia Puchatka. Zapraszam serdecznie do lektury i wpisu i książeczek.

czwartek, 23 września 2010

Mijają dni i tygodnie, a ja mam wrażenie, że nie mam co Wam napisać.

Odkąd Marysia poszła do pełnoetatowego przedszkola, gdzie nie tylko bawi się z dziećmi i rozwija społecznie, ale też  je (4 posiłki w sumie) i śpi (leżakowanie jest ok!), jakoś mało dzieje się w naszym domu. Popołudnia (bo byłam ostatnio na zwolnieniu) i wieczory (po pracy) właściwie spędzamy rysując, pisząc i czytając. Na niewiele więcej jest czas, bo Marysia o 21 już idzie spać, żeby rano wstać "bez marudzenia", jak to sama stwierdza.

To co się zmienia, to stos Marysinych rysunków i listów, które codziennie przynosi z przedszkola i które rysuje potem dla każdego z nas (choć ostatnio głównie dla mnie, bo byłam chora).

Ostatnio też odwiedziliśmy naszą bibliotekę. Bo choć mamy mnóstwo książek w domu, to nic tak nie poprawia humoru i sprawia takiej przyjemności, jak wizyta w miejscu, skąd można przynieść jeszcze więcej książek :)

Dodając do tego moją ostatnią lekturę ("Wychowanie przez czytanie" Irena Koźmińska, Elżbieta Olszewska), mój zachwyt nad ideą głośnego czytania dzieciom (Cała Polska Czyta Dzieciom), mnożąc przez moją miłość do książek pod każdą możliwą postacią ... możecie sobie wyobrazić, że spędziłam co najmniej kilka godzin, przed naszą wizytą w bibliotece,:
- przeglądając
Złotą Listę Książek do czytania dzieciom opracowaną przez Fundację ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom
- podczytując to co proponują do czytania inni na swoich blogach (m.in.
Kufferek ... ksiażek odkurzonych, Półeczka z książkami, zaczytani)
- robiąc listę tego co warto poczytać z Marysią i co już można (ze względu na wiek) zacząć czytać
- przeszukując biblioteczne zasoby i sprawdzając co z tego można wypożyczyć u nas (jak dobrze, że mamy system komputerowy z katalogiem książek, i nie musiałam siedzieć przed takim kartkowym, bo to by zajęło całą wieczność).
Wyobraźcie sobie zatem moją minę, kiedy na moje propozycje wypożyczenia książek z powyższej listy, słyszałam "Nie. Nie podoba mi się. Nie chcę.":. Widać moje dziecko ma swoje czytelnicze gusta, i zostaje przy ulubionych tytułach. Wyszliśmy więc, z wypożyczanym raz po raz Wiktorkiem (
Dzień Wiktora), rysunkiem namalowanym przez Marysię (tak w ramach uzupełniania zasobów rysunkowych :)), i jeszcze czterema pozycjami:

1. Szybka poczta kurierska


2. Basia i taniec / Zofia Stanecka, Marianna Oklejak


3. Tupcio Chrupcio nie chce spać / il. Marco Campanella


4. Pan Kuleczka / Wojciech Widłak

Tak więc, zaprzyjaźniamy się teraz z nowymi bohaterami :)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23