Życie toczy się, z dnia na dzień ... A ja czasami zatrzymuję się nad codziennością, by uszczknąć kawałek i napisać ... by nie zapomnieć.
Zakładki:
1% podatku
Gotowanie na ekranie
Kliknij i pomóż
Książki dla dzieci
Książki, książki, książki
Nasze przedszkola
Po pracy:
Poezja w sieci
Prace ręczne
Sklepiki z różnościami
Spotkania w sieci
Wydawnictwa
Z notatnika ...
Zarażona chustomanią?
Znajomi w pracy
Najbliższe Święta:

Wszystkie zdjęcia, filmy i teksty objęte są prawem autorskim. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody jest zabronione, co stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.
Korzystając z cudzych zdjęć, zazwyczaj znalezionych w internecie, zawsze zamieszczam informację o tym gdzie je znalazłam.
Lilypie First Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers Daisypath Anniversary tickers Lubię czytać

niedziela, 30 maja 2010

Na warszawskim Krakowskim Przedmieściu wyrosło dziś całe Miasto białych namiotów, z ulicami takimi jak: ul. Wolontariatu, ul. Dobrego serca, ul. Filantropii, al. Familijna, Zakątek radości, pl. Nadziei i pl. Miłosierdzia.  Miasto Miłosierdzia. Centrum myśli Jana Pawła II, już drugi raz (poprzednio w 2008 roku) zorganizowało Festiwal dobroczynności. Udało nam się w nim uczestniczyć dzisiejszego popołudnia.


Prawdę powiedziawszy nawet nie wiedzielibyśmy, że tuż nieopodal nas wyrosło całe miasto, gdyby nie informacja (via Facebook) od naszych znajomych z Fundacji "Usłyszeć Afrykę", którzy nas na festiwal zaprosili. I tak, koło 16.00 wyruszyliśmy na podbój ...

W pierwszej kolejności odwiedziliśmy Fundację "Sto Pociech", w której "edukuje się" Marysia. Cel został osiągnięty, ponieważ nie tylko spotkaliśmy tam jedną z "naszych" pseudo-przedszkolnych cioć - Martę, ale też pobawiliśmy się kilka chwil (głównie Marysia) i porozmawialiśmy z "ciocią" Martą (głównie ja i trochę K.). I zachęciliśmy Marysię do dalszego zwiedzania.

Następnym przystankiem była, wspomniana już wcześniej, Fundacja "Usłyszeć Afrykę". Spotkanie o tyle niezwykłe, że z Gosią (prezes FUA) nie widzieliśmy się co najmniej odkąd zaistniała Marysia. :) Niezwykłe rzeczy robią Ci ludzie, a iskra w ich oczach, gdy opowiadają o "swoich" dzieciakach po prostu wzrusza. To pod tym namiotem odegraliśmy cały szereg melodii na afrykańskich bębnach, cymbałkach, czy grzechotkach. Zobaczyliśmy samochodziki z drutu (jeżdżące) i lale. Tutaj też, przymusowo, zakończyliśmy nasze zwiedzanie, bo deszcz który spadł był iście równikowy :)

Nasze zdobycze:

1. Stupociechowa malowanka

2. Tulipan "dostany" na ulicy ;)

3. Piłka z liści i kory bananowca do FUA (fundacji "Usłyszeć Afrykę")


czwartek, 27 maja 2010

Stick Figure Family at FreeFlashToys.com

Make your Stick Figure Family at FreeFlashToys.com

Moje snadały barwią wszystko na czarno, czy to desz czy nie desz, żadna skarpeta się nie uchroni. No i wczoraj też tak było ;) 

K: Zobacz jakie masz skarpetki.
Ja: Jakie?
K: Tamtą tez taką masz, zobacz sobie?
Ja (udaję, że nie wiem): ???
Mary: Masz czarne jak bury pies!

***

Od kiedy bury pies jest czarny? Kto wie?

 

środa, 26 maja 2010

Tak, tak, wracam, mam nadzieję, że już na dobre. Wiele mi dał sam blog i jego pisanie, i nie zamierzam z tego rezygnować. A Wasze blogi podczytuję na bieżąco, nawet jeśli mnie tutaj nie ma ;)

No ale wracając do balowo-wspomnieniowo. Tak jakoś sie poskładało, że nie miałam okazji pokazac Wam naszych przebrań karnawałowych. Marysia miała swój pierwszy w życiu bal przebierańców w przedszkolu i zaprezentowała się na nim jako miś. My zaś, też mielismy swój Bal - XV Bezalkoholowy Bal Domowego Koscioła, a myśląa przewodnią było „Czyńcie uczniów ze wszystkich narodów”. Kim bylismy, kto powie???

A teraz już nie będe wiele gadać, tylko pokazuję co mam i zmykam ;)

MISIA - MARYSIA

MY

piątek, 23 kwietnia 2010

Myślałam, planowałam, chciałam, szukałam ...

Wiele czasu spędziłam oglądając galerie na przedszkolnych stronkach, przeglądając plany dnia i zajęcia dodatkowe.

Właściwie od początku byliśmy zdecydowani na jedno przedszkole: na Dubois, 11, Pod parasolem. Wiele dobrego o nim słyszeliśmy, dzieci sąsiadów tam chodzą. Dlatego było to nasze przedszkole pierwszego wyboru.

Przez chwilę nawet przeszło nam przez myśl, że może wybrać je jako jedyne. Ale jak przyszło co do czego, zdecydowaliśmy inaczej. Dodaliśmy do niego przedszkole na Franciszkańskiej, bo bliziutko. A potem jeszcze na Niskiej, bo jakby w tamtych dwóch nie było miejsc, to może chociaż tam. W ostatniej chwili znalazłam jeszcze coś, ciekawego, nieopodal - przyciągnęło mnie. Przedszkole na Schillera, nr.13. Podaliśmy je jako ostatnie, czwarte, na wszelki wypadek.

I co z planami, co z chęciami, co z marzeniami ... nici (jak powiedziała Koziołkowa;)).

Wygląda na to, że nie zawsze dostajemy to co chcemy.

Tak, tak właśnie to wyglądało. Na pierwszy rzut oka - masakra. Nie było miejsca dla Marysi ani w 11, ani w 206 ani też w 12. Znalazło się dopiero w 13. Byłam wściekła.

Jak to, ja wybrałam aż cztery przedszkola, a tutaj okazało się, że nie ma dla nas miejsca ani w pierwszym wyborze, ani w drugim, ani nawet w trzecim, ale dopiero w ostatnim?

A co by było, gdybyśmy nie podali czterech przedszkoli, nie byłoby go nigdzie?

Jak oni to przydzielają, że nie udało nam się dostać tam gdzie chcieliśmy?

Potem zajrzałam na stronkę przedszkola. Pooglądałam sobie galerię, przyjrzałam się rozkładowi dnia, zobaczyłam zajęcia dodatkowe ... i zrozumiałam, co przyciągnęło mnie do niego ... i może lokalizacja też nie jest taka zła (ba, nawet lepsza niż 11 i 12) ... i może tak właśnie miało być.

Czy to będzie nasze przedszkole?

http://www.przedszkole13.waw.pl/

Czasem tak trudno przyjąć decyzję innych, szczególnie jak nie do końca jest ona po mojej myśli. Ale czy zawsze mój plan jest najlepszy?

Może było w tym wszystkim coś głębszego, coś większego ... pewnie tak miało być.

sobota, 13 marca 2010

Znowu nas nie ma, wiem, wiem ... przepraszam Was.
W miedzyczasie był wyjazd do Szwecji z pracy, eksperyment na ktorym nie myslalam o niczym innym niż praca. Marysia bardzo przeżyla moj wyjazd, ale jeszcze bardziej mój powrót, ponieważ wyjechali po mnie na lotnisko. 
Do tego wiosenny kurs NPR zaczelismy. 15 par = urwanie glowy i ogromna frajda.
Na dokladke od tygodnia Marysia ma zapalenie ucha. Najpierw prawe ... leczone bez antybiotyku. We wtorek byla poprawa ... a w nocy goraczka siegala 39.5. W srode dostaliśmy antybiotyk i leczymy się w domu. Z przedszkola nici ... Babcia, która zajmuje się Mary na codzień ma rwe kulszową i leży w lóżku, i szans brak na jakiekolwiek zajmowanie się dzieckiem. Dlatego tydzień spędzilam w domu. Ale przy chorym dzieku niewiele sie da zrobić.
A na dokladke w poniedzialek 8.03 zmarla moja babcia. Dzisiaj był pogrzeb :(
Najtrudniesza była rozmowa z Marysią. Nie zrozumiała, że babcia nigdy nie wróci od Pana Boga, że odeszła na zawsze. Dla niej takie pojęcia są nierealne, brak odnośni. Może to i lepiej. Na szczescie udało nam się ją zostawić z dziadkami, i sami pojechalismy na pogrzeb. Inaczej, nie wiem jak by to przeżyla i ja razem z nią. Wystarczyło mi patrzenie na mojego chrzęsniaka (lat 10), jego łzy i rozpacz. Serce się kraje ... 
I ... takie życie.

Kółko się zamyka ....

wtorek, 16 lutego 2010

Tylko chwilkę chcę zająć i wszem i wobec powiedzieć, że dzieciakom w przedszkolu czy pseudo-przedszkolu (jak u Marysi) niewiele potrzeba do szczęścia. I na urodziny nie musi się wcale pojawić tort, z dużą ilością ozdób i jeszcze do tego maslanym kremem czy bitą śmietaną w środu. Nie o nie ... Takiemu przedszolakowi do szczęścia wystarczy kolorowe ciasto piaskowe, polane czekoladą, na którym napisane jest imię dostojnego jubilata, jego wiek i jakieś tam dzieło artystyczne (u nas były to kwiatuszki). Radochy jest co niemiara. Najwazniejsze, żeby zdmuchnąc świeczki i pokroić takie ciacho, zanosić je każdemu koledze na talerzyku i potem pałaszować.

Byli tacy, co skusili się na drugi kawałek :)

Dla wszystkich ciekawych ... Nasze ciasto miało dwa kolory w środku, różowy i żółty. Nalewane było po dwie łyżki stołowe na środek formy, dzięki czemu wygladało jak tzw. zebra. A przepis ... hmmmmmm .... przepis jest TUTAJ. Smacznego dla wszystkich chetnych i odważnych.

Wbrew temu co napisałam w tytule, nie będzie o filmie, a jedynie o lodowym bałwanku, który zamieszkał pod babcinym balkonem :) I o tym jak powstał. Zachęcam Was do powoływania na świat własnych lodowych bałwanków, póki pogoda i temperatura sprzyja takim dziełom. Zapraszam.

1. Kupujemy baloniki w dowolnym sklepie, dowolnej sieci.

2. Nie pompujemy ich, wybieramy trzy, napełniamy wodą do różnej objetości i zawiązujemy.
Uwaga!!! Jest to dość trudne zadanie. W "Aniele Stróżu" przeczytałam: "Na kran naciągamy szyjkę balonu i nalewamy wodę. Przytrzymujemy balon, by nie spadł pod ciężarem wody." Ale to nie wystarczy. Szczególnie trudny moment to zdejmowanie końcówki vel szyjki napełnionego już balona z kranu. Można się przy tym nieźle zachlapać, a przy okazji zalać całą łazienkę. Proponuję zawiązać balon, zanim zdejmie się końcówkę z kranu, położyć go np. w misce, i dopiero wtedy delikatnie zdjąć końcówkę z kranu. (Nie jest to metoda sprawdzona, ja zalałam siebie, K. i łazienkę ;))

 3. Napełnione balony wynosimy na mróz i zostawiamy tam aż do całkowitego zamarznięcia. Uwaga!!! U nas po 12h na silnym mrozie, okazało się, że woda zamarzła tylko z wierzchu, a w środku była nadal płynna. Sprawdzilismy to, bo jedna kulka nam pękła i woda się wylała ze środka.

3. Jak już woda zamarznie, zdjąć balony z kulek. Beda łatwo schodzic, ponieważ na mrozie zmienia się ich struktura i pękają pod wpływem nawet malutkiej siły.

4. Ustawić kulki od najwiekszej do najmniejszej, jedna na drugiej. Można trochę wyrównać spód i górę, żeby lepiej przylegały do siebie, np. zeskrobując trochę lodu.

Miłej zabawy!

poniedziałek, 08 lutego 2010

Sala zabaw vel kulki, czyli imieninowo(08.09)-urodzinowy(19.01) prezent od chrzestnej. Tak się złożyło, że akurat tuż po urodzinach mogliśmy się wybrać, i wybraliśmy się. Było śmiesznie, zabwnie, ciekawie i przede wszystkim szalenie ... Marysia odkrywała coraz to nowe atrakcje, i z utęsknieniem spoglądała na trampolinę, która co chwilę była okupowana przez kogoś innego. Ale i ona swój czas tam spędziła ... Poniżej fotorelacja z tego szaleństwa. 

- wejście smoka

- za kratami

 

- gdzie diabeł nie może, tam Marysię pośle

 

- czołganie, wojskowa zaprawa

- i wałkowanie, przygotowanie do roli Pani Domu

- duzy i mały basen z kulkami

- up, up, up, do góry

- 2x a ku-ku

- Panienka z okienka

- przeczołgawszy się przez tunel

- na koniku

- i wreszcie, długo wyczekiwana - TRAMPOLINA

 

 

 

wtorek, 02 lutego 2010

3 urodzinki Marysi minęły pod hasłem "BB", czyli Balony i Bracia Koala.

Balony były wszędzie. Napompowaliśmy ich chyba z 50, mocą własnych płuc.  Napompowane i pozostawione sobie były swietnym polem dla wyobraźni. A wyobraźnia dzieciaków (nawet tych 10 czy 15 letnich) nie ma granic. A balonami można przecież: rzucać do góry, rzucać do siebie, bawić się w "głupiego jasia", ciskać w inne osoby, obrzucać wybraną przez nas osobę, łapać je, tańczyć z nimi, a nawet w chowanego się z nimi bawić :) MOzna wszystko, co tylko dusza zapragnie.  

A Bracia Koala (*przypis dolny), ulobiona dotychczas dobranocka Marysi, stała się tematem przewodnim w poszukiwaniach torta urodzinowego. Udało się pod samym nosem, czyli u Braci Stykowskich na Świetojańskiej. A oto efekt.

Dmuchanie świeczki, u taty na rękach ("Chcę jeszcze raz" i... "jeszcze raz").

A potem już pałaszownaie torta, a właściwie nie torta tylko Frania (Benia schowaliśmy szybciutko i już Marysi pomoglismy w jego zniszczeniu).

 I jeszcze z wyżyn tatowego barana spogladanie na wyjmowanie Frania i Benia z samolotu.

*dla nieuświadomionych tudzież poprostu nie znających bajki: Bracia Koala to angielski serial animowany dla dzieci, opowiadajcy o zwierzatkach australijskich. Franio i Benio (braciach koala) to dwaj bracia, którzy pomagają innym w trudnych chwilach ("Braci koala para, co nigdy nie nawala"). Ich przyjaciółmi są: Jaś (wombat), Mysia (mangusta), Grześ (żółw), Szymek (kolczatka), Zosia (kangurzyca), Ala (dziobak), Arek (krokodyl), mieszkająca na co dzień na biegunie południowym Pati (pingwin) i Lora (struś emu).