Życie toczy się, z dnia na dzień ... A ja czasami zatrzymuję się nad codziennością, by uszczknąć kawałek i napisać ... by nie zapomnieć.
Zakładki:
1% podatku
Gotowanie na ekranie
Kliknij i pomóż
Książki dla dzieci
Książki, książki, książki
Nasze przedszkola
Po pracy:
Poezja w sieci
Prace ręczne
Sklepiki z różnościami
Spotkania w sieci
Wydawnictwa
Z notatnika ...
Zarażona chustomanią?
Znajomi w pracy
Najbliższe Święta:

Wszystkie zdjęcia, filmy i teksty objęte są prawem autorskim. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody jest zabronione, co stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.
Korzystając z cudzych zdjęć, zazwyczaj znalezionych w internecie, zawsze zamieszczam informację o tym gdzie je znalazłam.
Lilypie First Birthday tickers Lilypie Kids Birthday tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers AlternaTickers - Cool, free Web tickers Daisypath Anniversary tickers Lubię czytać

Qlturka

środa, 13 stycznia 2010

Wydawało mi się to już niemożliwe, szczególnie jeśli chodzi o ... bajki dla dzieci czy seriale dziecięce. Są takie które pamiętam z dzieciństwa i mają swoje zasłużone bądź nie, ale niepodważalne miejsce. I mówię tutaj o "Gumisiach" i "Zaczarowanym ołówku", które mogłabym oglądać godzinami, mówię też o takich "ukochanych" ale trochę mniej "Smerfach", "Muminkach" (ale nie tych polskich), "Reksiu" czy "Wyprawie Baltazara Gąbki". Wszystko zrozumiałe (czy aby na pewno) i chyba normalne, że bajki z dzieciństwa budzą sentyment. Do tego dodać bym mogła jeszcze "Było sobie życie" z francuską czołówką (do polskiej jestem w stanie się przyzwyczaić ale sentyment budzi ta francuzka)... Ale tutaj pojawiło się coś innego. Zakochanie, fascynacja ... sma nie wiem, szaleństwo chyba. A wszystko za sprawą małego białego baranka zwanego Szonem, czyli "Baranek Shaun" vel "Shaun the Sheep". Rewelacja dla każdego!!!

Obejrzyjcie - Shoun na moje dobranocki - naprawdę nie można mu się oprzeć :)

Dlaczego? Bo ... Ci co nie beczą według niego robią błąd :)

Baranek Shaun, Baranek Shaun
Ci co nie beczą według niego robią błąd
Pamiętaj więc, jeśli masz chęć
Rozbawi Cię Baranek Shaun

Baranek Shaun, Baranek Shaun
Jego pomysły i twardziela wbiją w kąt
I nie mów pas, już wielki czas
Zaprasza nas Baranek Shaun
Zaprasza nas Baranek Shaun

He’s Shaun the sheep
He’s Shaun the sheep
He even mucks about with those who cannot bleat

Keep it in mind, He’s one of a kind
Oh...Life’s a treat with Shaun the Sheep

He’s Shaun the sheep
He’s Shaun the sheep
He doesn’t miss a trick or ever lose a beat

Perhaps one day, You’ll find a way
To...Come and meet with Shaun the sheep
Oh...Come and bleat with Shaun the Sheep!



Obrazki ze strony: www.shaun-sheep.com

poniedziałek, 16 listopada 2009

Śmy byli ... W Teatrze Narodowym byliśmy, na przedstawieniu "O mniejszych braciszkach Św. Franciszka", z Marysią, czyli całą rodzinką. Przedstawienie gościnne - Opolski Teatr Lalki i Aktora im. A. Smolki, scena Studio. Nie było łatwo zdobyć bilety. Zadzwoniliśmy jak tylko się dowiedzieliśmy o tym przedstawieniu, ale wszystkie bilety były już wyprzedane. Pani w kasie coś napomknęła, że może uda im się namówić gości by zagrali jeszcze raz, o wcześniejszej godzinie, może 15 - 15.30. Uchwyciliśmy się tej informacji i nękaliśmy ich telefonami. Ale się udało. Zdobyliśmy bilety, dość dobre miejsca i byliśmy. 

I ... podobało się. Wprawdzie Marysia uparcie twierdzi,  że jej się nie podobało przedstawienie (na 100% wielu rzeczy z niego nie zrozumiała), a szczególnie panie. Powiedziała jednak, że podobały jej się osiołek i kaczki, czy wogóle zwierzaczki. Więc chyba się jednak podobało. było to jednak coś zupełnie nowego i wymaga ... hmmm ... przetrawienia. Z drugiej strony coś jednak z przedstawienia wyniosła (i nie było to krzesło ani żaden rekwizyt), i nie było to takie zupełnie wbrew niej, bo przez całe 55 mint siedziała wpatrzona, pochłonięta, prawie że z otwartymi ustami. A nawet w jednym momencie, jak Franciszek powiedział: "zobaczcie, jaki piękny jest świat, i te góry" - wskazując na koniec widowni - zaczeła się oglądać do tyłu i szukać tych pięknych gór, których niestety tam nie było ;) A po przedstawieniu podeszła do sceny i mogła pobawić się kukiełkami/lalkami. Bawiła się kretem, no i przede wszystkim głaskała osiołka - zachwyt :)

A przedstawienie - sami zobaczcie - zdjęcia ze strony Opolskiego Teatru Lalki i Aktora im. A. Smolki.

 

wtorek, 27 października 2009

Z pewnym opóźnieniem, ale postaram się napisać choć kilka słów o filmie, który obejrzeliśmy w ostatni piątek (23.10.2009). Z okazji imienin K. (notaabene - 23.07) Agnieszka zabrała nas do kina - dzieki Aguś, że i mi się skorzystało ;)

Zdecydowaliśmy się na film animowany, familijny, żeby się rozerwać, odpocząć, pośmiać może. I ... zaskok totalny. Bo Odlot nie jest zupełnie tym czego się spodziewaliśmy. A spodziewaliśmy się (po obejrzeniu kilku reklam i zwiastunów) komedii animowanej, czegoś w rodzaju, powiedzmy Shrek'a. Nie, nie ... Odlot nie jest nawet w połowie tak śmieszny jak Shrek. Choć śmieszny jest, nie da się ukryć. Niemniej jest też poważny, daje do myślenia, porusza ważne we współczesnym świecie tematy, jak np. sytuacja dziecka po rozwodzie rodziców, zrobienie wszystkiego aby osiągniąć cel, przywiązanie do ziemi, do swojego domu, dotrzymywanie i niedotrzymywanie obietnic ... W końcu zaś porusza serce. I ... muszę się przyznać ... wzrusza. Kilka łezek spłynęło na sam koniec filmu :)

Z mojego punktu widzenia film jest dobry, nawet bardzo dobry. Dla każdego, w każdym wieku. Można na niego pójść już z kilkulatkiem i swoje zyska. A dorosły - pewnie kolejne obejrzenie przyniosłoby kolejne przemyślenia i wnoski. Taki to film.

Polecam.


Plakat do filmu Odlot znalazłam na stronie FilmWeb. 

wtorek, 20 października 2009

W ostatni czwartek okazało się, że mogę pójść na koncert do Filharmonii Narodowej. Pierwszy raz w swoim życiu. Zdecydowałam się właściwie bez zastanowienia. Zastanowienie przyszło dopiero potem, bo decyzja podjeta była właściwie w ciemno (nie wiedziałam na co idę).

I musze przyznać - było świetnie.

Zagrała ORKIESTRA KAMERALNA POLSKIEGO RADIA - AMADEUS, z Agnieszką DUCZMAL (dyrygent). Już samo to oznacza wysoki poziom koncertu.

Na ten piatkowy wieczór przygotowali:

1. Concertino na orkiestrę smyczkową - Michał SPISAK

2. Symfonię koncertującą Es-dur KV 364 na skrzypce, altówkę i orkiestrę - Wolfgang Amadeus MOZART

3. Wariacje na temat Frescobaldiego - Aleksander TANSMAN

4. Suitę w dawnym stylu „Z czasów Holberga" op. 40 - Edvard GRIEG

Oczywiście, z nazwisk kompozytorów znałam tylko Mozarta. Pozostałe utwory były równie piękne. Dodatkowo, jako że Symfonia koncertująca jest napisana na skrzypce, altówkę i orkiestrę, grało jeszcze dwóch solistów:
- skrzypek: Roi SHILOAH
- altowiolista: Avri LEVITAN

Było pięnie, a w nagrodę dostaliśmy: bis od samych solistów, i TRZY!!! bisy od Orkiestry na koniec koncertu.

Lubię muzykę klasyczną w ogóle, dobrze mnie nastraja. Lubię jej słuchać nawet jak pracuję. Ale między słuchaniem jej w domu a w Filharmoniii na żywo, nie ma porównania.

W takiej żywej muzyce można sie zakochać, można sie rozsmakowac, mozna ją poczuć, dotknąć wszystkimi zmysłami. Można zachwycić się tym, jak artyści zakochani są w muzyce, jakie błogie są ich miny gdy słuchaja, gdy graja. Wraz z tym pierwszym koncertem w Filharmonii, na żywo, rozsmakowałam się w takiej muzyce i chcę jeszcze, chcę więcej.

A teraz jeszcze zdjęcia, z sieci:

- ORKIESTRA KAMERALNA POLSKIEGO RADIA - AMADEUS

- Roi SHILOAH

- Avri LEVITAN


Zdjęcia znalazłam odpowiednio na stronach: 
- Orkiestry Polskiego Radia Amadeus
- Kultur-Newsletter der Botschaft des Staates Israel
- Narodni Dom Maribor
- Avri Levitan webpage

czwartek, 08 października 2009

Na świeżo, bo waśnie przed chwilą wróciłam z Opery Narodowej.

Opera w trzech aktach, w oryginale (po niemiecku), z wyświetlanym tłumaczeniem tekstu na język polski.

Na stronie Opery Narodowej w Warszawie napisano:

Historia, która wydarzyła się naprawdę. Niejaki Christian Woyzeck został oskarżony o zabójstwo dziewczyny i skazany, chociaż zgodnie z ówczesnym stanem wiedzy śmiało można go było uznać za osobę niepoczytalną (cierpiał z powodu częstych halucynacji oraz patologicznie rozwiniętego poczucia winy). Źródłem opery Albana Berga była oparta na powyższej historii sztuka Georga Büchnera (1836). Berg oglądał ten dramat w Wiedniu w 1921 roku. Natychmiast przystąpił do pracy. Sukces premierowej inscenizacji opery w Berlinie był olbrzymi i zapoczątkował światową sławę kompozytora. Wozzeck do dziś uznawany jest za arcydzieło muzycznego ekspresjonizmu. Przygotowując libretto Berg, za Büchnerem, zmienił zakończenie prawdziwej historii: pogrążony w szaleństwie Wozzeck, po zabiciu Marii, wchodzi do wody i topi się.

Na pewno jest to dla mnie nowe doświadczenie. I muszę przyznać, że niełatwe.

MUZYKA. Zupełnie współczesna muzyka operowa, bardzo ekspresyjna. Często główną rolę odgrywają poszczególne instrumenty.  

EFEKTY. Samo przedstawienie naprawdę świetnie zrobione, z technicznego punktu widzenia. Technika współdziała z grą aktorską, śpiewem, muzyką. Ciekawe rozwiązania techniczne, np. w przerwach miądzy aktami na kurtynie wyświetlane były krótkie filmy, nawiązujące do zakończonej właśnie sceny - jakby jej kontynuacja.

DZIECI. Właśnie, najbardziej kontrowersyjną częścią tego przedstawienia były dzieciaki. W przedstawieniu brało udział naprawdę dużo dzieci. Tańczyły i grały rewelacyjnie. Ale, niestety, czasami były świadkami scen brutalnych w swoim wydźwięku, wulgarnych i na pewno dla nich niezrozumiałych. Swego czasu, jeszcze przed premierą "WOZZECK'a", wybuchła dyskusja co powinno a czego nie powinno być w przedstawieniu. I czy dzieci mogą brac udział w scenach, np. z nagim Wozzeck'iem (zobaczcie: „Wozzeck” i skandal). Ja osobiście nie widziałam nagiego Wozzeck'a (podejrzewam, że ten problem rozwiązano ubierając go w gatki), choć nie ukrywam były sceny, których nie pokazałabym swojemu dziecku, i nie chciałabym jego udziału w takich scenach. Co nie zmienia faktu, że udział dzieci w tym przedstawieniu bardzo wiele daje.

Na koniec chcę przytoczyć słowa Krzysztofa Warlikowskiego (wywiad dla Gazety Wyborczej: Powrót Wozzecka) "Mam wrażenie, że to jest przedstawienie nieskonsumowane, które przez to, że było niezmiernie rzadko grane, nie miało szansy zaistnieć. Oczywiście, można tłumaczyć, że dziś w Polsce nie ma widowni dla Berga i że jego muzyka sprzed ponad 80 lat ciągle jest dla niej za trudna."

Muszę przyznać, że ostatnie słowa są niestety prawdziwe. Już sama muzyka Berga jest niezmiernie trudna, przez co przedstawienie staje się również trudne do skonsumowania.

Na pewno będę je jeszcze trochę trawić i konsumować, myśleć o nim i się zastanawiać.

Polecam koneserom i wielbicielom przedstawień wymagających. Jest to opera dla odważnych.  

Na koniec kilka zdjęć z przestawienia, ze strony Opery Narodowej (WOZZECK).

środa, 30 września 2009

Jestesmy świeżo po obejrzeniu Załogi G (Walt Disney Animation Studios, 2009)

Wszystko dzięki Ewie i Arturowi z Kręgu. Bez Voucher'a, którego od nich dostaliśmy, byśmy się nie zdecydowali pójść, szczególnie w środku tygodnia i o takiej godzinie (seans był na 13.45). No, ale szkoda, żeby się zmarnował, więc poszliśmy. :) I ... było warto. Dziekujemy Wam!!!

Po ostatniej mojej wycieczce do kina, na film animowany (Prawdziwa historia kota w butach), byłam jakoś zdegustowana i zrezygnowana. I trudno było mi sie przekonać do kolejnego, trzeba powiedzieć, fabularno-animowanego filmu.

Krzysiek przekonywał jendak, i jeszcze Agnieszka też, no i zaryzykowałam. Musze przyznać, że było warto. Nie wiem czy to Walt Disney ma coś w sobie, czy poprostu film jest naprawde dobry, no i jeszcze potrzebowaliśmy rozluźnienia, a na sali byliśmy tylko my dwoje ;). A może to wszystko razem tak zadziałało. W każdym razie wyszliśmy rozluźnieni, roześmiani i zadowoleni, a nawet zachęceni do pójścia na kolejną animację (tym razem już pełną => ODLOT).

Apropos Walta Disneya - czołówka przypomniała mi dziecięce/młodzieńcze czasy, kiedy to w sobotnie przedpołudnie było Walt Disney Przedstawia, najpierw film animowany, a potem fabularny. Pamietacie?

Czołówka jak przed Załogą G

Opis filmu z www.forumfilm.pl: "Załoga świetnie wyszkolonych świnek morskich podejmuje się niebezpiecznej misji. Wyposażone w najnowocześniejsze gadżety zwierzaki to: Darwin – ambitny przywódca grupy, Walczak – transport, uzbrojenie i ekstremalne rozwiązania, Juarez – pełna wdzięku specjalistka sztuk walki, śledczy Plujka, pracujący w cyber wywiadzie Brylus oraz wyluzowany żółtodziób Kędzior. Ten zgrany zespół musi za wszelką cenę powstrzymać pewnego multimilionera, który chce zawładnąć światem za pomocą odpowiednio zaprogramowanego sprzętu gospodarstwa domowego."

POLECAM


Plakat do filmu Załoga G znalazłam na stronie FilmWeb. 

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

W ostatnią środę miałam właśnie taki ciężki dzień. I to wcale nie dlatego, że w pracy było ciężko.

Mój małżonek połowę wakacji (ja byłam wtedy z Mary na wsi) spędził na lakierowaniu podłogi.

Teraz ja wróciłam do Warszawy, i maluje mieszkanko ... bez samochodu, bez doświadczenia. Dobrze, że chociaż pomoc mam i wizję, jak to ma wszystko wygladać. Przez 3 dni znosiłyśmy do domu wszystkie farby, jakie mają być zastosowane. A w nocy z wtorku na środę okazało się, że nowa farba odchodzi wraz ze starą z ściany i trzeba jeszce wszystko zagruntować. Niby nic, ale ... kolejne machanie pędzlem, i kolejne czekanie aż wyschnie. Miałam dość.

Wybrałam się więc do kina na "Harry Potter i Książę Półkrwi". Seans zaczał sie o 20.00 i skończył koło 23.00. Dzięki temu czekał mnie jeszcze nocny spacerek po Warszawie ;)

 

Wracając do Harrego. Wiem, zdaję sobie sprawę, że zdania na temat tej serii są co najmniej podzielone. Wielu naszych znajomych uważa, że książka/film o Harrym jest "be" (słabo powiedziane): że jest w niej wiele zła (owszem jest), i że nie wiadomo co jest złe a co dobre, że jest niechrześcijańska (Harry Potter - dobry czy zły? - książka rekomendowana przez Benedykta XVI), że zacheca do złego.

Tylko, co można powiedziec o książce/filmie nie czytając jej, nie oglądając go, nie chcac nawet na nią spojrzeć, bo jest zła? Rozumiem, można sie bać, że dziecko, szczególnie małe, czytając taką powieść, może nie zrozumieć wielu jej aspektów, wielu spraw. Dlatego, szczególnie dlatego, właśnie rodzice powinni przeczytać książkę, obejrzeć film, zastanowić sie nad nim, żeby móc potem swojemu dziecku wytłumaczyć czemu to i tamto uważamy za złe, a co jest dobre i piękne w tej powieści. Żeby wiedzieć na co zwrócić szczególną uwagę.

Ja widze wiele dobra i piękna. I choć czasy są mroczne (w świecie Harego oczywiście), tym bardziej widać te ideały o które warto walczyć, o które warto zabiegać, na których warto budować i inne wartości, które dla mnie sa ważne. Przyjaźń, miłość, zaufanie, współpraca, wsparcie, rodzina, nie pozostawianie przyjaciela w potrzebie, zdobywanie wiedzy, rywalizacja sportowa, czytanie książek ... i jeszcze wiele innych. To wsztsko jest w Harrym, łatwo to zobaczyć, jeśli się zechce. W moim domu są wszystkie tomy Harrego Pottera, i wszystkie już przeczytałam, zanim obejrzałam filmy. Nie uważam, że to jest złe. I jeśli Marysia zechce kiedyś je przeczytać, to po to właśnie są. Sam zresztą z checią do nich wracam.

A co do filmu, bo w końcu od tego zaczął się ten wpis. Ciekawy, dobrze zrobiony i ... mroczny. Bardzo różnił się od tego co sobie wyobraziłam czytając ten tom przygód Harrego. Niemniej cieszę sie, ze mogłam już go obejrzeć, że mogłam oderwać się od szarej codzienności. I ... skłonił mnie do przeczytania po raz kolejny ostatniego tomu - tranzakcja wiązana ;) Podsumowując polecam film wszystklim którzy przeczytali książkę :)

 



Zdjęcia zaczerpnięte z sieci

czwartek, 18 czerwca 2009

Opera, opera, opera ...

Na stronie Opery Narodowej w Warszawie napisano o niej:

Opera ta jest muzyczną interpretacją znanego mitu o Orfeuszu, który udaje się na wyprawę do Hadesu, by odzyskać ukochaną Eurydykę. Starożytny mit o Orfeuszu i Eurydyce jest jedną z najpiękniejszych opowieści o miłości, nieśmiertelności sztuki i magicznym oddziaływaniu muzyki, uśmierzającej nawet „huczące fale oceanów”. W mitologii wyprawa Orfeusza do Hadesu nie została zakończona sukcesem. W operze ta opowieść ma inne zakończenie; autor libretta Raniero da Calzabigi zmienił tragiczny finał na szczęśliwy koniec. Orfeusz, pragnący – z rozpaczy po stracie żony – popełnić samobójstwo, zostaje uratowany przez Amora, który przywraca do życia także Eurydykę. W reżyserskim ujęciu Mariusza Trelińskiego starożytny mit staje się współczesną opowieścią o cierpieniu i samotności, o drodze przez piekło, które każdy z nas nosi w sobie. Reżyser powraca do mitologicznego pierwowzoru z tragicznym zakończeniem, ale dodaje mistyczne niedopowiedzenie... Inscenizacja została przygotowana w koprodukcji z Teatrem Narodowym w Bratysławie i tam też w grudniu 2008 roku odbyła się jej słowacka premiera.

Cóż mogę dodać? Naprawdę wspaniała opera Christopha W. Gluck. Muzyka, dźwięki, orkiestra, chór i soliści, do tego balet. Wszystko ładnie, płynnie połączone w jedną, przejmującą całość. Współczesna interpretacja, z zastosowaniem nowoczesnych środków przekazu, połączenie światła i dźwięku, do tego świetna gra aktorska. Czasem aż zapierające dech  w piersiach. Wzruszające sceny, szokujące sceny ... Wszystko  razem naprawdę godne obejrzenia, nawet dla wielbicieli opery klasycznej. POLECAM

Poniżej kilka zdjęć ze strony Opery Narodowej (Orfeusz i Eurydyka).

 

 

środa, 27 maja 2009

U nas Dzień Matki uczciliśmy wieczornym spacerem po Starym Mieście.
Najpierw poszliśmy na lody do Cukierni Braci Stykowskich, naprzeciw Katedry.

Tak się złożyło, że tego dnia, w Katedrze odbywał się koncert Międzynarodowej Orkiestry Fletowej (American Flute Orchestra) złożonej z muzyków z USA i Kanady.
I ... udało nam się posłuchać trochę pięknej muzyki fletowej :) i zobaczyć bardzo rzadko spotykane flety (ja przynajmniej nie wiedziałam, że takie istnieją).

Dopiero pisząc tę notatkę znalazłam kilka informacji o tej Orkiestrze i chcę się nimi z wami podzielić.

International flute orchestra – międzynarodowa orkiestra fletowa została założona w 1996 przez Nancy C. Clew, która kontynuuje swoje działania jako dyrektor muzyczny grupy. Celem grupy jest prezentowanie dobrej muzyki w państwach całego świata. Członkami grupy są profesjonalni fleciści, grający zawodowo w orkiestrach oraz profesorowie uczelni wyższych i szkół muzycznych.

Harmonię orkiestry tworzą tylko i wyłącznie flety – przez co zespół jest tak oryginalny. W skład zespołu wchodzą rzadko spotykane flety altowe, basowe i kontrabasowe.

 Metropolitan Flute Orchestra

Wracając z tej uczty dla ducha zajrzeliśmy jeszcze na Freta, żeby zobaczyć gdzie mieści się "Sto Pociech" - w końcu tam chodzi Marysia z babcią Iwonką na zajęcia.




Zdjęcia orkiestry znalazłam na stronie: www.contraflute.com, a dwa pozostałe na stronie Fundacji Sto Pociech i Kultura online.
środa, 13 maja 2009

Tristan ... Któż nie zna dziejów Tristana i Izoldy?
Większość z nas spotkała się z nimi w szkole, na języku polskim.
Ja również znałam, ale bez szczgółów, ogólnikowo.
Do czasu ...

6 maja byłam na balecie, po raz pierwszy w życiu zresztą, pod tym tytułem - TRISTAN.

Balet ten przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.
Bałam się bowiem, że może mi się nie spodobać.
A tutaj pozytywna niespodzianka.
Balet był świetny, taniec fascynujący a muzyka dopełniała wszystkiego.
Skromna scenografia, niewyszukane i proste stroje ... wszystko razem fascynujące i naprawdę ładne.
Polecam wszystkim, którzy moga i chcą poświęcić czas na balet, wszystkim którzy mogą odwiedzić Warszawę, i zechcą wybrać się do Opery Narodowej. Polecam.

Więcej informacji znajdziecie na stronach:

TRISTAN Richard Wagner / Krzysztof Pastor (balet) 

TRISTAN Treść baletu

TRISTAN Galeria zdjęć

A oto mała próbeczka tego czego byłam świadkiem.

Taniec Tristana i Izoldy
 
 Statek
 Spotkanie przy źródle.
 

 Przy źródle - nie odchodź Izoldo

 
 Puśćcie mnie do niej, ja ją kocham.


Zdjęcia zaczerpnęłam ze strony Opery Narodowej.

 
1 , 2